Wczoraj tak strasznie mi się nie chciało siedzieć na Podstawach Ochrony Środowiska, że postanowiłem odbić to sobie dzisiaj. Ano, nie poszedłem w ogóle na wykłady. Kulturalnie na godzinkę 14:00 przybyłem na ulicę Cybulskiego i zaczałem od bani z Botaniki. Tzn. zacząłbym, gdyby typka była naomolna. Ponieważ jednak masa ludu nie zaliczyła, kartkówka będzie potwórzona za dwa tygodnie. Whatever.
O godz. 17:15 przywitało nas kolokwium z informatyki. Szkoda mi nawet o tym pisać - 15 zadań, które można swobodnie drapiąc się w tyłek zrobić w góra 10 minut. Przynajmniej ktoś, kto ma kontakt z kompem na codzień :P Jak zobaczyłem zadanie z ustawianiem wygaszacza ekranu, to się załamałem. Najgorsze jest to, że od przyszłych zajęć zaczynamy Word’a, a to oznacza, że nadal będę się cholernie na tych ćwiczeniach nudził. Gdyby nie egzam z matmy, żałowałbym teraz, że nie poszedłem na informę…
Po zajęciach wybrałem się z dwojgiem znajomych - pozdro dla Agi i Jacka - na piwko. Miała iśc z nami jeszcze Marta, ale była umówiona, coś się źle czuła i takie tam ściemnianie. Ponieważ wyśmiali mojego ulubionego puba, wypiliśmy po piwku… na schodach. Nvm, zimno jak cholera, piwo ciepłe - wszystko na odwrót O.o Tak czy siak, była to jedna z tych niewielu chwil, w których nie czułem się jak ufoludek. Niemniej jednak, zaczynam oswajać się z myślą, że opuszczę ten kierunek po I semestrze. Zastanawiam się tylko co dalej…
No człowieku, ja nie wiem jak Ty psychicznie wytrzymałeś te kolokwium XDDD I właśnie, czemu nie poszłeś na infe cieciu? ==`
[Odpowiedz]
Co do tego klubu, to boję się iść do kolejnego pub-u, do którego będziesz chciał nas zaprowadzić:)…ale nie możesz poweidzieć, że nie było miluśko na schodkach?? Pozdrawiam również!
[Odpowiedz]