Kocham Internet. Tydzień, ba! dzień abstynencji jest dla mnie bolesny. Uzależniłem się od informacji. Nie niszczy to (moich) związków z ludźmi, nie rujnuje (mojej) kariery ani nie wywołuje (u mnie) trwałego kalectwa. Jeszcze nie. Przez tych dziesięć lat nauczyłem się korzystać z sieci efektywnie, wyszukiwać informacje, odsiewać bzdury. Oczywiście nie wszystkie, sam czasem dam się nabrać na akcję policyjną 1. kwietnia, czy uwierzę w totalny bełkot (szczególnie jeśli czymś dopiero zaczynam się interesować). Ale skłonność do skakania z tematu na temat i poszerzania wiedzy z dziedzin zbędnych, bzdurnych i niepotrzebnych uczuliła mnie na drobny smród, który wije się za Internetem.
Zachęcam do zapoznania się z b. ciekawym i pouczającym artykułem Ryan’a, który można znaleźć pod adresem:
http://dobreprogramy.pl/index.php?dz=8&a=80
Sam dokryłem, że jestem uzależniony od Internetu, w momencie, kiedy chciałem znaleźć w Googlach… swoje klucze od mieszkania O.o
klucze? w googlach? oj.. ale mam dobra wiadomość, znam sposób na to żeby się uniezależnić - hasło na biosie założone przez osobę trzecią… ;> nio, chociaż… Tobie to by trza komputer przez okno wynieść, żebyś się odkleił ^__^”
Grechuta? Nie wiedziałam, że znasz Grechutę ;)
[Odpowiedz]
To z kluczami dobre. :D
[Odpowiedz]