Jutro (piątek, 21.06.2006) o godz. 14:30 wyruszam do Cardiff, stolicy Walii. Sporo spraw miałem do załatwienia, sporo ludzi do pożegnania. Najtrudniej okazało się być z dziadkami od strony mojej mamy… To długa historia i bardziej wolałbym o tym zapomnieć, niż to roztrząsać raz jeszcze. Nie było lekko, niestety.
Oto z całej mojej zapalczywości i walecznego podejścia do sprawy, pozostał popiół. W zamian dostałem melancholię i lekką nutkę zastanowienia się. Taka pauza w środku filmu, z klimatyczną muzyką w tle. Łykam ją całymi garściami, bo to jedyne, co już teraz mi pozostało w oczekiwaniu.
Nie spaliłem za sobą żadnych mostów. Mam do kogo jechać, mam do kogo wracać. Sporo teraz zmian mnie czeka. Ale idę wyprostowany i z podniesioną głową. Nie mam nic do stracenia, wiele do zyskania. I’m ready. Niech jutro, stanie się dziś.
P.S. Do mojego następnego kontaktu z kompem. Pozdrawiam wszystkich b. serdecznie! (:
… powodzenia.
Trzymaj się ciepło!
zmykaj! a gdy już postawisz ten dom z basenem to zafunduj przelot, do basenu wlej piwa i zapraszaj. ja tam dwa razy się zastanawiać nie będę. jadę w ciemno. pić mi się chce :)
no to chłopie… powodzenia życzyć tylko można. btw. zabieram się z CoSTą ;)
/me też. Powodzenia.
Powodzenia :)
A mówiłam, że w czwartek Cie nie złapię i żeby się pożegnać dziś (wtedy-środa), ale “nie” ;P
Tak czy śmak, powodzenia Fil, niech moc będzie z Tobą i te inne badziewie xD
Trzymaj sie ciepło -_^