
Zanim wziąłem się za jego oglądanie, naczytałem się tu i ówdzie wielu bardzo dobrych opinii. O świetnej roli Brada Pitta, o absolutnym odkryciu Caseya Afflecka, super scenografii, niewiele o wartkiej akcji, ale za to sporo o psychologicznych rozgrywkach.
W istocie plusów znalazłem niewiele. Podobał mi się początek filmu bo zanosiło się na coś iście fascynującego. Zawiodłem się jednak strasznie - było długo, nudno, z kiepską i niedobraną muzyką w tle, nietrafionymi dialogami, bez akcji. Irytował mnie też sposób mówienia Afflecka, jakby miał kluchy w ustach - logopeda się kłania jak nic.
MWS: 1/3
Od dziś skala została uproszczona: 1 słaby, 2 średni, 3 świetny. Po co komplikować?
Nicka Cave i kiepska muzyka? Chyba kpisz…
Muzyka faktycznie niedobrana.
Jak dla mnie -1, ale dobrze się spało na tym filmie ;)
Hmm od jakiegoś czasu leży ten film u mnie na dysku i chyba dobrze że jakoś mi się zbytnio nie chciało go oglądać.. ^^
mnie tam się bardzo podobał. choć można go odebrać jako pretensjonalny, ale ja bym go traktował jako post western - czyli, że pokazuje jak rozpadał się ten świat, którego legendą był Jessy James. Moment kiedy Cave z gitarą śpiewa w barze balladę Boba Seagera uważam za świetny. Ścieżki dźwiękowa (szkoda, że bez pisosenki Cave o której było wyżej) też przypadła mi do gustu - słucham sobie w pracy (rozleniwia mnie deko). Do tego uważam, że pięknie był filmowany. W moje MWS: 2/3 - no ale ja zawsze lubiłem westerny :)
@katka
niestety Cave miewa (zwłaszcza ostatnio) dużo muzycznych wpadek - choć w przypadku tej muzyki, bym się z tą opinią nie zgodził
Kris: Serio, muzyka mi się po prostu nie podobała w tym filmie, nic na to nie poradzę [:
sl3dziu: Nie sugeruj się czyjąś, szczególnie subiektywną, opinią. Może a nuż widelec przypadnie Ci do gustu i będziesz mógł mnie obsmarować u siebie na blogu, że ten Hadret to się nic na filmach nie zna i w ogóle jest brzydki ;P
Katka: ;>
Brocha: A widzisz - tutaj wychodzą gusta. Rzeczywiście, film był świetnie sfilmowany, nie wspomniałem też o roli Brada Pitta - bardzo mi się w niej podobał, dobrze sobie poradził. Nie widziałem go chyba wcześniej w (post)westernie. Muzyka jednakowoż wydała mi się zupełnie nie z tej bajki. Szczególnie jak się ma w pamięci film “Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” z muzyką Ennio Morricone - to było mistrzowskie widowisko (:
de gustibus non est disputandum :)
Mnie tam się podobał :)