2012
W 2012 roku okaże się, że najważniejszym kalendarzem przestanie być gregoriański, a jego miejsce zajmie kalendarz… Majów. Zdawać by się mogło zdarzenie błahe, a przyniesie za sobą nieprawdopodobnie widowiskowe katastrofy geologiczne, przemiany polityczne i falę (dosłownie i w przenośni) przyspieszonego dojrzewania ludzkości — czasem tak bardzo przyspieszonego, że sprzecznego z samym człowiekiem. Przywykłem jednak, że filmy Emmericha ogląda się z przymrużeniem oka.
Roland Emmerich lubi siać zniszczenie. Siał je w Dniu Niepodległości, wykorzystał moce matki natury w Pojutrze. W porównaniu z 2012 to jest jednak nic, gdyż tym razem zniszczenie obejmuje cały glob, całą ludzkość i jest tak spektakularne, że aż może zemdlić szczegółowość rozwalanych budynków, wyskakujących z nich i roztrzaskujących się na ziemi ludzi etc. etc. W zasadzie to mi się nawet podobało. Cała rozwalanka, sianie zniszczenia, zawalanie się budynków i tym podobne były OK, tyle, że było tego… za mało.
Za dużo było jednak patosu. Tak, tak, Emmerich jest z tego znany i był to, niestety, element niemożliwy do uchybienia. Może przez to nie lubię jego filmów? Chyba tak. W każdym razie gadanina o tym jacy amerykanie są ludzcy, jak wspaniale potrafią poświęcić się w sposób bezinteresowny dla ocalałych ludzi i tak dalej, i tak dalej sprawia, że film ten z każdą minutą przeradza się z efekciarskiego hiciora w… hollywoodzki kicz. Poprawność polityczna też zrobiła swoje, ukłon w stronę hindusów i afroamerykanów, Afryka jako miejsce, w którym ma zostać odbudowana cywilizacja itp. Niesamowite, że poszedłem na to do kina.
Najwartościowszą część filmu — efekty specjalne — można obejrzeć sobie na trailerach, nie trzeba iść specjalnie do kina, czy wypożyczać DVD (czy obejrzeć w jakiś inny możliwy sposób). Sam film nie wnosi swoim jestestwem niczego nowego, może poza tym, że po raz kolejny i tym dobitniej udowadnia, że są ludzie tak naiwni na tym świecie, że po jego obejrzeniu zaczynają wierzyć w koniec świata i zwracają się do władz z prośbami o pomoc. Żenada. Nie polecam, a wręcz odradzam — strata czasu.
MWS: 1/3

Cóż, generalnie produkcje amerykańskie/hoolywoodzkie mają to do siebie, że patos i wartości na których (ponoć, bo w to mało kto uwierzy) opiera się amerykańska cywilizacja, kipią z ekranu i parzą widza po twarzy… I nic nie poradzi na to się. Tak czy siak, na owak i na wspak – sam film żenującą produkcją jest i nie jest godzien polecenia nikomu. Może poza maniakami filmów katastroficznych i wszechobecnej rozpierduchy we wszelakich wydaniach… Lepiej spożytkować czas na czytanie lub słuchanie muzyki…
Odpowiedz
No i jak ktoś lubi pooglądać efekty specjalne bo co jak co ładnie to wygląda ale nic poza tym ;)
Odpowiedz
taaa, koniec swiata to bedzie w 2012 w Polsce jak wprowadza EURO i jak nie wyrobia sie z budowa stadionow na EURO 2012 ;D ;D ;D ;D
Odpowiedz
Sepleniący prezydent USA był najlepszy :D
[spoiler] Już widzę jak prawdziwy prezydent by zrezygnował ze swojej miejscówki w…tym…supernowoczesnym stateczku, któremu po 5 minutach od startu pękają szyby ;)
[koniec spoilera]
Marzy mi się film katastroficzny, który pokaże prawdziwe oblicze ludzkiej natury w takich ekstremalnych sytuacjach. W „Tragedii Posejdona” było kilka takich scen, ale też dali za dużo patosu.
Jeśli chodzi o efekty…ładnie i fajnie, ale zbyt nieprawdopodobnie. Nawet jak dla mnie :) Btw. niektóre sceny w filmie bardzo mi przypominały ujęcia z pewnego teledysku Red Hotów, nie wiem, czy ktoś to jeszcze zauważył… :)
Odpowiedz
Film żałosny. Każdy normalny człowiek wie, że taki kataklizm to czysta fikcja nic takiego się nie stanie. Amerykanie i zamerykanizowane chłopki się podniecają bo nie mają nawet elementarnego pojęcia o prawach natury. Takie filmy jak Pojutrze czy 2012 to brednie i nie trzeba tak jak ja studiować nauk przyrodniczych żeby to wiedzieć.
Odpowiedz
No raczej, to oczywiste, amerykanie i ich wieczny glod na sensacje, przepowiadali, przepowiadali i dostali dwie wieze, ale jeszcze im malo.
Oni lubia bajki, zawsze lubowali sie w efektach specjalnych, bo stac ich na to (w sensie budzetu oczywiscie), nie zamienilbym znakomitej wiekszosci ich bajeczek na jeden polski film. A czymze jest ich superman wobec naszego niezniszczalnego, niezatapialnego i nieposkromionego Asa? Jesli juz mowa o amerykanskich bajkach to wole zdecydowanie Avatara (albo Shrecka).
Katka, ktory to klip?
Odpowiedz
Californication :) Z tego, co pamiętam był np. rolujący się Donut’s :P
Odpowiedz