Pro(szę Cię…)krastynacja
Nie pisałem już od tak dawna, że czuję się niemal winny patrząc na pustkę przed oczami.
Swoją drogą, tryb pełnoekranowego pisania w WordPressie naprawdę pozwala skupić całą uwagę na zadaniu głównym tego wieczoru — pisaniu. „Po prostu pisz” u dołu też jest zachęcające. Pomaga.
Od tego w sumie chciałem też zacząć. Od pewnego czasu, nie wiem od jak dawna, ukuty został nowy mem, zwany powszechnie prokrastynacją. Nagle okazało się, że 3/4 ludzkości, które ma to szczęście, że jest w posiadaniu dostępu do Internetu, woli sadzić sztuczną marchewkę w kretyńskiej, odmóżdżającej grze, której zadaniem nie jest rozrywka jako taka (naprawdę nie wierzę, że dla kogoś to może być „rozrywające”), tylko ohydny, ordynarny marketingowy sposób na przyklejenie człowieka do monitora i zmuszanie go do oglądania reklam. Problem jednak rozrósł się do olbrzymich rozmiarów i w końcu dotarł do punktu, w którym zaczęło mnie to deczko uwierać.
Nie zrozumcie mnie źle — ludzkie zidiocenie całkowicie mnie nie rusza i generalnie dopóki coś nie dotyka mnie osobiście, to nie poświęcam temu żadnej uwagi (spytajcie moją narzeczoną jeśli mi nie wierzycie). Zdarzają się jednak wyjątki od tej reguły i to jest jeden z nich. Kontynuuję. Czytaj dalej