Pomyśleć że trzeba było poczekać aż 13 lat na kolejną odsłonę 🫣 Lepiej późno niż wcale, prawda. Minął ponad rok od naszych przenosin z Niemiec do Wrocławia. Rok 2025 udało mi się nawet domknąć postem podsumowującym ostatnie dwa lata!
Prawdę mówiąc, trochę inaczej wyobrażałem sobie wejście w rok 2026. Zacząłem, będąc całkowicie opanowanym „Diuną” Franka Herberta — po latach odkładania tej powieści na później,1 postanowiłem dać jej szansę i przepadłem. Po lekturze obejrzałem obie części najnowszej ekranizacji z Timothym w roli głównej (są OK), a potem jeszcze dorzuciłem podcast Gom Jabbar (polecam!).
Przy okazji wkręciłem się w stoicyzm, co brzmi trochę jak truizm, biorąc pod uwagę jak bardzo popularny stał się on w ostatnim czasie. Pooglądałem i poczytałem Ryana Holidaya i postanowiłem przystąpić do jego programu Daily Stoic: New Year, New You Challenge 2026. 21 dni, jedno zadanie na każdy dzień. Nie ukrywam, najtrudniejsza była dla mnie lodowata kąpiel (1 stycznia 😬) i zrobiłem to wyłącznie dlatego, że było to pierwsze zadanie i głupio było mi się wyłamać już na starcie. Był to krok właściwy o tyle, że wszelkie kolejne zadania przychodziły z dużą łatwością.
Jednym z zadań była wizyta na cmentarzu
Stoicyzm i program wciągnęły mnie w świat antyku. Przeczytałem „SPQR. Historia starożytnego Rzymu” Mary Beard (świetna lektura), a wybór antycznego dzieła, w którym postanowiłem się zatopić (również jedno z zadań) padł na „Odyseję”. (Dla zainteresowanych, zrecenzowałem ją po angielsku o tutaj).
Jednakże wiele z moich planów, mniej lub bardziej dalekosiężnych, spaliło na panewce w lutym. Zupełnie niespodziewanie zostałem postawiony w dość nieprzyjemnej sytuacji i, bez niepotrzebnego zagłębiania się w szczegóły, zrobiło mi się trochę gorąco. Ostatecznie wszystko zakończyło się szczęśliwie, ale niesmak pozostał. Nauczka również. Zaspałem, zrobiłem się wygodnicki i nie byłem przygotowany na taki obrót spraw.
Na przełomie kwietnia i maja wybraliśmy się na wcześniejsze wakacje na Cypr. Początkowo pogoda nas nie rozpieszczała (bardzo silny wiatr, przelotne opady i temperatura zbyt niska na kąpiel), ale dzięki temu pozwiedzaliśmy trochę centrum Pafos. Po paru dniach się rozpogodziło i przystąpiliśmy do zakrojonego na szeroką skalę wypoczynku (głównie siedzieliśmy w wodzie lub w jej pobliżu 😜).
Widok z pokoju był niczego sobie
Pod koniec czerwca polecieliśmy razem z Kejt na parę dni do Madrytu. Nie bez powodu — na koncert BTS! Byliśmy w drugi dzień ich występu na Metropolitano i bawiliśmy się przednio! Parę rzeczy z logistycznego punktu widzenia mogło kliknąć deczko lepiej, ale pomijając ten aspekt, cały wyjazd był super. Pojechaliśmy tam z dwójką znajomych, z którymi pewnego dnia wylądowaliśmy w barze Bodegas Melibea — klimat tego miejsca był nieziemski, jeden z najlepszych momentów całego wyjazdu, gorąco polecam!
Przy okazji wizyty w Madrycie złapaliśmy super smaczne churros
Jednym z powodów, dla których zdecydowaliśmy się na wcześniejszy wypad na wakacje było to, że Kejt na początku września zaplanowała wypad z koleżankami do Korei Południowej na trzy tygodnie. Początek września oznaczał, że będę miał trochę na głowie — dzieciaki i wszystko co się z nimi wiąże + robota na deser. Jednym ze sposobów, żeby sobie z tym poradzić, była przygotowana2 niespodzianka dla dzieciaków: Nintendo Switch 2! Gdy wstawiłem Kejt do taksówki, przygotowałem na stole cały zestaw, więc kiedy dzieciaki wstały, nie myślały o tym, że nie ma mamy, tylko zajęły się eksplorowaniem Mario Kart World i Donkey Kong Bananzy!
Muzyka
Aby tradycji stało się zadość, część muzyczna. Nie tak dawno temu sięgnąłem po Dylana i jego występ w Manchestrze ‘663 zrobił na mnie ogromne wrażenie. Tak, to tam, gdzie ktoś z publiki krzyknął „Judasz!”, na co Dylan odparł „Nie wierzę ci. Jesteś kłamcą” i dodał do swojej kapeli: „zagrajmy, kurwa, głośno!”. No i zagrali, naprawdę, kurwa, głośno! To była jego pierwsza trasa koncertowa, kiedy zaczął się przekształcać z artysty folkowego w gwiazdę rocka. Częścią tej przemiany było porzucenie gitary akustycznej na rzecz gitary elektrycznej.4 Nie wszystkim fanom się to spodobało.
Oprócz tego sięgnąłem w końcu w sposób właściwy do dorobku The Who. Przesłuchałem ich miażdżący występ w Rock and Roll Circus Stonesów — wspomniałem już kiedyś o tym wydarzeniu przy okazji kapeli Dirty Mac. Who zagrali tam „A Quick One”, którym w zasadzie pozamiatali całe show. Nie zdziwiłbym się, gdyby jednym z powodów, dla których taśmy z nagraniami „zaginęły” (na prawie 30 lat) było to, że wgnietli konkurencję w ziemię. Sam utwór natychmiast skojarzył mi się z Green Dayem — „Jesus of Suburbia” i „Homecoming” czerpały z „Quick One” (i nie tylko) garściami. Po tym było już z górki — Live at Leeds, Woodstock i parę innych występów na żywca utwierdziły mnie w przekonaniu, że stanowczo zbyt długo zwlekałem z lepszym poznaniem ich muzyki.
Reszta na przemian: BTS, Godsmack, całkiem spora dawka Pearl Jamu, Alice in Chains, Green Day, Foo Fighters, The Beatles, The Kinks i więcej…
-
Śmiesznie o tyle, że znałem świat Diuny z… gier. Na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych graliśmy z bracholem w Dune 2 i później Dune 2000. Nie sięgnąłem po tę książkę wcześniej tylko dlatego, że uwielbiam Tolkiena, który Diuny nie znosił. Wydawało mi się, że lubiąc Tolkiena, nie sposób będzie mi polubić prozy Herberta. Jak się okazało — nic bardziej mylnego. ↩︎
-
I zaplanowana parę miesięcy wcześniej! ↩︎
-
W bootlegach tradycyjnie błędnie opisany jako „Royal Albert Hall”, przez co prawdziwy występ tam (parę dni później) zapisany jest jako „The Real Royal Albert Hall 1966 Concert” 😆 ↩︎
-
Może porzucenie to zbyt mocne określenie. Występy na tej trasie podzielone były na dwie części: akustyczną i elektryczną. ↩︎