Hadret’s.Blog

Ateista, linuksiarz i przyszły filolog (;

Kulturka musi być (3)

Tytułem wstępu

To właśnie ten wpis miał się pojawić ostatnim razem, ale pod wpływem spraw bieżących, zdecydowałem się naskrobać coś samemu. Dziś, ponownie, zachęcam do przeczytania artykułu, którego autorem nie jestem, ale który został napisany dla serii Kulturka…. Niczego więcej nie mam potrzeby napisać, jak tylko: zachęcam do lektury! (:

Paskudne babochłopy – Katarzyna Sierpińska

Tak, tak, będzie mowa o feministkach. Wiem, że wiele ryzykuję użyciem tego strasznego słowa. W tej chwili pewnie straciłam 70% czytelników i 50% czytelniczek, które absolutnie nie są feministkami bo lubią mężczyzn, chcą mieć męża, i tak dalej…
Tym jednak, którzy postanowili czytać dalej – gratuluję. Postaram się ich nie zawieść. Tych, którzy liczą na obsmarowywanie mężczyzn inwektywami w każdej linijce, będę musiała rozczarować.

Pierwsza styczność i zadziwienie związane z niezrozumieniem i nadinterpretacją myśli feministycznej spotkała mnie gdy miałam lat ok. 12, 13. Sama jeszcze wtedy nie byłam oczytana, a o samym ruchu słyszałam z telewizji, radia, ewentualnie gazet. Coś mi się tam roiło, coś tam sobie myślałam, więc wielkie było moje zdziwienie, gdy w rozmowie o feministkach i o feminizmie usłyszałam od mojej znajomej (starszej o rok), że ona nie ma nic przeciwko temu „równouprawnieniu”, że obowiązki domowe powinny być sprawiedliwie podzielone, ale jej się wydaje, że każda kobieta jednak lubi się przytulić do mężczyzny i budzić się przy jego umięśnionym ciele, poczuć się bezpiecznie. Pomyślałam sobie wtedy: „jaki jest, kurcze, związek między jednym a drugim”?
Dalsze moje lata obserwacji i uważnej lektury potwierdziły, że Polacy, jak Polacy, ale Polki o feminizmie mają bardzo blade, a wręcz nikłe pojęcie. Nasłuchałam się tyle o tych paskudnych babochłopach, które nie golą się pod pachami, których żaden mężczyzna nie chciał dlatego chodzą sfrustrowane, które nie noszą staników i które w końcu wszystkie, bez wyjątku, są lesbijkami.
Kto jest odpowiedzialny za wytworzenie tych stereotypów wobec nich? Bo niewątpliwie są to stereotypy. Na to pytanie nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, ponadto jest to materiał na inny, niezależny artykuł.
Niniejszym pragnę rozpocząć realizację celu tego tekstu, który jest obaleniem najpopularniejszych mitów i stereotypów narosłych w ciągu ostatnich lat wokół feminizmu i feministek.
Czy słyszał ktoś o feministach? No właśnie. Jest to chyba jedyny rzeczownik w języku polskim, którego znacznie częściej używamy w rodzaju żeńskim. A tymczasem o feministach powinno się mówić, jeśli nie z równą, to ze zbliżoną do feministek częstotliwością. Może paść pytanie: „co mężczyznom po tym ruchu? Przecież on powinien dotyczyć tylko i wyłącznie kobiet”? Mam nadzieję, że odpowiedź znajdziecie w dalszej części artykułu. Niech Wam jednak będzie wiadomo, że feminizm powinien znajdować się w centrum zainteresowania obojga płci, bo problem ich dotyczy w, mniej więcej, równym stopniu. Chociaż przyznaję, kobiet jednak w stopniu równiejszym ;)
„Lubię nosić szpilki, ładnie wyglądać, a poza tym lubię mężczyzn, więc nie jestem feministką” – niejeden raz słyszałam powyższe zdanie wydobywające się z ust różnych moich koleżanek, które zasłyszały u kogoś co nieco o feminizmie, ale uznały, że one to na pewno feministkami nie są, nazwanie ich tak budzi czasem niemiłe uczucia, a nawet agresywne zachowania. Otóż, Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, ruch ten nie jest żadną modną/niemodną subkulturą ustalającą dokładnie zasady ubioru, stylu czy zachowania obejmującą takie normy stroju jak płaski obcas buta, brak stanika i makijażu, krótkie niedbałe włosy, czy w ogóle zanik jakiegokolwiek atrybutu kobiecości. Co się zaś tyczy zachowania nie zabrania (ani też nie reguluje) przepuszczania w drzwiach, wyręczania w podnoszeniu ciężkich rzeczy, toreb, czy też zwykłego okazania szacunku kobiecie. Feminizm absolutnie nie zabrania kobietom ładnie wyglądać, nosić butów na wysokim obcasie, czy w ogóle dbania o siebie.
A propos szacunku jeszcze. Swego czasu było głośno o tym, co zdarzyło się w jednym z programów Kuby Wojewódzkiego, który zaprosił do siebie Kazimierę Szczukę oraz Miśka Koterskiego. Ten został zaproszony do rozmowy w drugiej kolejności, a wszedłszy nie odezwał się do pani Szczuki ani słowem. Zagadnięty o brak przywitania przez nią odpowiedział: „myślałem, że pierwsza mi powiesz”. Tej odzywki nie skomentowała będąc głęboko zadziwioną. Jest to rażący przykład chamstwa oraz niezrozumienia idei emancypacji kobiet. Pomijając fakt, że zgodnie z zasadami savoir-vivre’u to pan Koterski, jako dołączający do rozmowy, powinien przywitać się jako pierwszy. Czy miała być to kara dla tej jednej z czołowych i najaktywniejszych feministek w Polsce za to, że „zachciało jej się wyzwolenia”? Myślę, jako istota społeczna, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, ba!, każdej istocie żywej. Dlaczego więc nie traktować tak też feministek?
Spotkałam się również z opiniami, że skoro kobiety tak bardzo pragną zajmować męskie dotychczas miejsca pracy to niech idą pracować do kopalni. Ja się zastanawiam, czemu akurat do kopalni? Dlatego, że kopanie w ziemi uważane jest za typowo męskie zajęcie? Wymagające siły i wytrzymałości? No tak, przecież feministki to babochłopy… Powinnam w tej chwili rzucić studia i polecieć do pierwszej lepszej kopalni węgla kamiennego. Ruch emancypacji kobiet jednak nie dąży do tego, aby masowo zajmować męskie jak dotąd stanowiska pracy, tylko dla „zasady”. Jego celem jest, Panie i Panowie, umożliwienie pracy w takich miejscach. Umożliwienie podjęcia pracy zawodowej w karierze, o której marzymy, w której byśmy się realizowali. Walczy o to prawo i dla kobiet, i dla mężczyzn. Bo istnieją również takie prace, które powszechnie uważa się za typowo „kobiece”, a mężczyzna wykonując je postrzegany jest jako zniewieściały i ogólnie mało męski, a w końcu jako pedał.
W związku z kopalnią przychodzi mi do głowy refleksja-strach przed maskulinizacją u kobiet i przed zniewieścieniem u mężczyzn, czyli, mówiąc prościej, przed nadaniem sobie zbyt nieodpowiedniego wyglądu i charakteru niezgodnego z naszą płcią. Przybrało to tak poważne rozmiary, że jednostki, u których trudno zdefiniować na pierwszy rzut oka płeć, traktowane są z niechęcią i pogardą. Pomyślmy przez chwilę, dlaczego tak się dzieje?
Czy ktoś przypomina sobie niedawny billboard Kodaka przedstawiający dwa takie samy bobasy różniące się jedynie barwą becika – jeden miał różowy, drugi niebieski? Podpis pod zdjęciem głosił: „kolory mają znaczenie”. Wszystko jasne. Różowy to dziewczynka, niebieski to chłopczyk. Oczywiście, nie możemy być tego w stu procentach pewni, bo nie dane jest nam poznanie płci owych dzieci, ale to, co nam podpowiada, że tak może być, nazywa się socjalizacją płciową. To ona sprawia, że już od najmłodszych lat wiemy, jak powinniśmy zachowywać się aby postępować zgodnie ze swoją płcią i aby nie spotkać się z dezaprobatą środowiska, w którym żyjemy. Proces ten postępuje razem z odpowiednio dopasowanymi zabawkami (dla dziewczynek – lalki, mini-wózki dziecięce etc., dla chłopczyków – samochodziki, klocki lego etc.). Później przez dobór odpowiednich lektur, w których przedstawione postaci dziecięce tworzą archetypy męskości i kobiecości. Większość takich książek zakłada aktywność fizyczną chłopców i poszukiwanie przez nich przygód, dziewczynki zaś ukazywane są jako postaci bierne, zajmujące się pracami domowymi, opieką nad młodszym rodzeństwem. Pamiętam, jak wielkim szokiem przed paroma laty było dla mnie odkrycie jednego z modeli lalki Barbie, która miała doczepiony brzuszek ciążowy, a gdy się go zdjęło, wewnątrz mogliśmy znaleźć małego noworodka. Taka kreacja ról płciowych i społecznych okazuje się bardzo skuteczna, czego konsekwencje jest nam wszystkim dane podziwiać w wieku dorosłym, m.in. wspomnianego już przeze mnie strachu przed maskulinizacją i zniewieścieniem.
Podział według płci wydaje się biologicznie potwierdzony i słuszny i nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że niektórzy, a właściwie wiele osób z takim „porcjonowaniem” się po prostu nie godzi. Mężczyzna może np. chcieć zostać w domu i opiekować się dziećmi, a kobieta może pragnąć pracować zawodowo i zarabiać pieniądze. Oczywiście prawo nie zabrania nikomu podejmowania takich decyzji, ale powiedzmy sobie szczerze, że obranie takiej „innej” drogi jest znacznie utrudnione i prawnie, i społecznie. Nieprawdą więc też jest uznanie feministek za wrogów męskiego bytu (chyba, że rozmawiamy o feminizmie radykalnym). Stara się on także o prawa dla mężczyzn, co w niektórych krajach europejskich zaowocowało m.in. przyznaniem urlopów ojcowskich, dla tych, którzy tego chcieli.
Nie chodzi też jedynie o przełamywanie ról płciowych, ale także o zwrócenie naszej uwagi na problem tolerancji i praw homoseksualistów. Istnieją organizacje, które się tymi sprawami zajmują, ale mają często charakter zamknięty, elitarny, wynikający nie z braku ich otwartości, lecz z braku zainteresowanych. A te kwestie trzeba nagłaśniać.
Gdybym musiała streścić moją wiedzę o feminizmie, o jego założeniach, ideach, napisałabym, że jest to ruch wyzwolenia kobiet i mężczyzn, walczący o ich prawa do wolnego wyboru, prawa do decydowania o własnym losie, o własnej tożsamości i o własnym miejscu w społeczeństwie bez względu na płeć, wyznanie, czy orientację seksualną. Mam też nadzieję, że pewnego dnia nie usłyszę już z niczyich ust (kobiety czy mężczyzny), że feminizm go nie dotyczy, bo prawdą jest, że zawdzięczamy mu więcej niż niektórzy by sobie życzyli. Zachęcam do dokładniejszej lektury o emancypacji, nawet jeżeli będzie to hasło znalezione w Wikipedii.

Poniżej podaję pozycje książkowe, do których niejednokrotnie się w tym artykule odwoływałam.

  • Kobieta i małżeństwo: Społeczno-kulturowe aspekty seksualności: Wiek XIX i XX, Praca zbiorowa.
  • Gorsza płeć: Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI, Bogucka Maria.
  • Świat bez kobiet: Płeć w polskich życiu publicznym, Graff Agnieszka.
  • Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, Renzetti Claire M., Curran Daniel J.
  • Milczenie owieczek: rzecz o aborcji, Szczuka Kazimiera.
  • Piekło kobiet, Boy-Żeleński Tadeusz.
  • Mamy wybór: zgłębianie osobistego rozwoju, Corey Gerald, Schneider Corey Marianne (tu szczególnie polecam: rozdz. 8 Stając się kobietą lub mężczyzną na miarę swoich pragnień oraz rozdz. 9 Seksualność).

Oraz strony internetowe:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm
http://www.oska.org.pl/
http://www.wroclaw.kampania.org.pl/
http://www.gender.uni.wroc.pl/

Pobierz:
Wersja PDF (~85.3 kB)
Wersja ODT (~33.9 kB)

Tekst został opublikowany i jest rozpowszechniany dalej za pisemną zgodą autorki. Jednocześnie, dysponuję również oryginalnym plikiem w formacie DOC – ew. zainteresowanych zapraszam na @ (:

Słowo na zakończenie

Mam nadzieję, że powyższy artykuł przybliżył Wam idee feminizmu, wyjaśnił plus minus w czym cała rzecz i tak dalej. Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Poprzednie odcinki:

Kulturka musi być
Kulturka musi być (2)

 Przydał Ci się ten wpis? Postaw mi kawę! (:

48 Odpowiedzi

  1. Drogi kolego/koleżanko Costa, zdajesz sobie sprawę, jaki reprezentujesz poziom wypowiedzi i kultury osobistej? To tak, jakby ktoś wszedł na Twoją stronę, i wypowiedział się następująco: coś tam piszesz, ale ogólnie masz brzydkie dziecko.
    Mam wrażenie, ze to Ty właściwie nie wiesz o co tu chodzi. Czepiasz się formy, bo nie rozumiesz istoty.
    Nie mam doświadczeń w  propagowaniu czegokolwiek, piszę o tym, co czuję, widzę, co dotyka bezpośrednio mnie, moich najbliższych i znajomych. Kim jesteś, żeby oceniać to jako „głupie”? Powiem mojej mamie, żeby się nie przejmowała, ze dostaje te 300 zł mniej pensji niż jej kolega na równorzędnym stanowisku, bo to jest „głupie” i problem tkwi tylko w jej głowie.
    Co to za maniera z liceum i ocenianiem? Istotą komunikacji nie jest ocena czyjejś elokwencji w skali 1-6, zdaje się? Chyba, ze utknęliśmy na etapie liceum.
    Co do wykształcenia – każdemu bez jest trudno, ale niektórym jest trudniej. Facet bez mgr spokojnie znajdzie fajną pracę, ma szansę awansować; żeby być sekretarką, mgr jest niezbędne. Podobnie jak certyfikaty językowe etc. etc. Ale to trudniej dostrzec, gdy jest się głuchym i ślepym na cudze problemy a wszystko co się nie mieści od klapki do klapki jest „głupie i na tróję”.

    Odpowiedz

  2. Katka, Julia: Sorry za pomieszanie osób/ksyw.

    Katka: Niczego nie argumentuję i nic nie wnoszę. Gdybyś nie zauważyła, nie wchodzę w dyskusję o feminizmie. Nie moja sprawa, kto chce walczyć – jego wola. Za to prosiłbym bardzo, jeśli już chcesz pisać i publikować swoje teksty – rób to na jakimś poziomie wykraczającym nieco ponad standardowe i kompletnie nic nie wnoszące hasła.

    Nie mam pojęcia kto dostanie pierwszy pracę przy podobnych kwalifikacjach – to już sprawa tej kobiety/tego mężczyzny, jak sobie z pracodawcą poradzą i na jaką zapłatę się umówią.

    Jeśli już przytacza się jakieś przykłady, to korespondujące z aktualnym statusem kobiet.

    A co do obrażania – a kogo ja obrażam??? Argumenty uważam za głupie i na poziomie wczesnego liceum a ich wciskanie czytelnikom za robienie z nich idiotów. Gdzie tu obraza piszącego owe argumenty? Nie będę głaskał po głowie li tylko, żeś kobieta.

    Julia: ależ zapraszam serdecznie do wpadnięcia na moją stronę i napisania, że coś tam piszę ale mam brzydkie dziecko. Sądzisz, że będę się o czyjąś opinię na temat mojego dziecka obrażał? Wyrosłem z tego.

    Czepiam się formy, bo bez niej ni cholery nie idzie Wam przedstawianie owej istoty. Chcesz mnie przekonać o fatalnej sytuacji kobiet w tym kraju? Ależ proszę bardzo. Ale prośba – bez traktowania mnie jak idiotę i pisaniu jak kobietom było w wiekach średnich. Rys historyczny zostaw na wstępy, mowa o wieku XXI.

    Jeśli Twoja mama dostaje mniej pieniędzy niż kolega na tym samym stanowisku, to ma do dyspozycji szereg instytucji, od sądu pracy począwszy, które ją przed dyskryminacją chronią. Choć ja akurat zacząłbym od spytania pracodawcy, czym różni się moja praca od kolegi na podobnym stanowisku, że otrzymuję za nią mniejsze wynagrodzenie. Wpieranie mi, że nie ma w tym kraju możliwości dochodzenia swoich praw uważam – wybacz że powtórzę – za po prostu głupie.

    Maniera z liceum? Taki mniej więcej poziom ma ta dyskusja (z moim włącznie).

    Co do wykształcenia – obrażasz się na pracodawców, że na stanowisko asystentki wymagania mają takie a nie inne? TO ma niby byś owa istota problemu??? No to teraz powoli i wyraźnie: istotą problemu nie są wymagania pracodawcy, bo te zweryfikuje rynek pracy. Istotą problemu braku równouprawnienia kobiet byłoby, gdyby owe nie miały możliwości zdobyć owego wykształcenia i wszelkich potrzebnych certyfikatów, innymi słowy – gdyby możliwości były zagwarantowane tylko mężczyznom. Wpieranie ludziom, że mamy do czynienia z brakiem równouprawnienia bo pracodawca śmie mieć takie a nie inne wymagania to jakieś nieporozumienie. To jest jakiś folklor a nie poruszenie zagadnienia feminizmu. I to nie jest „cudzy” problem – mam żonę, żyję z kobietą i widzę, jak się w jej (bardzo sfeminizowanej nomen omen) firmie stosunki pracy układają. Wszelkie sugestie o dyskryminacji te kobiety by po prostu wyśmiały. Myślisz, że któraś pozwoliłaby na takie traktowanie siebie?

    EOT

    Odpowiedz

  3. Costa: „Chcesz mnie przekonać o fatalnej sytuacji kobiet w tym kraju? Ależ proszę bardzo. Ale prośba – bez traktowania mnie jak idiotę i pisaniu jak kobietom było w wiekach średnich. ”
    Jeśli ktoś z kogoś robi idiotę, to tylko ty sam z siebie.
    Nikogo nie chcę przekonać o niczym, zwłaszcza ściany – grochem rzucać nie będę.

    Cieszę się, że twoja żona tak świetnie sobie radzi, jest taka asertywna i nie pozwala sobie na złe traktowanie. Ale zapewne jest młoda, nie ma 50tki na karku i może sobie pozwolić na co chce, jak nie tu, to w innej pracy.

    Znam mnóstwo kobiet, które by się oburzyły na to, co piszesz. Super, że ty ani twoja żona nie doświadczacie dyskryminacji na żadnym polu, ale rzesza moich znajomych owszem (np wolelibyśmy kogoś młodszego, tak do 25 r.ż) i nie jest to efekt ich wyobraźni. Dlatego śmiem twierdzić, że dla ciebie jest to „cudzy” problem, którego nie zrozumiesz, dopóki nie będzie cię bezpośrednio dotyczył.
    Części z wykształceniem w ogóle nie zrozumiałeś.

    Odpowiedz

  4. “Kobieta tego nie zrozumie”
    “Dziewczyna nigdy nie będzie dobrym inżynierem”
    “Kobieta po politechnice nadaje się do księgowości albo parzenia kawy”
    Ok, to z mojej strony kilka podobnych stwierdzeń:
    „Facet nigdy tego nie zrozumie”
    „Mężczyzna nigdy nie będzie dobrym położnym”
    „Facet po technikum nadaje się tylko do sprzątania ulic”

    Wynika z tego, że również jesteśmy dyskryminowani i to przez kobiety!

    Odpowiedz

  5. @cimilik Masz rację-mężczyźni również są dyskryminowani, ale nie tylko przez kobiety, ale przez innych mężczyzn (przykład dyskryminacji słownej-nazywanie tych mało „męskich” mężczyzn ciotami, pedałami, etc.) Z tym (a także z innymi przejawami dyskryminacji ze względu na płeć, czy preferencje seksualne) feminizm też stara się walczyć.

    Odpowiedz

  6. Katka: niestety nie dostrzegasz istoty mojej wypowiedzi. Ilu widziałaś mężczyzn narzekających na ich dyskryminowanie? Widziałaś na ten temat demonstracje, plakaty, książki, ulotki, debaty? Dla mnie cały problem jest rozdmuchany (oczywiście mam tu na myśli Polskę).

    Odpowiedz

  7. Kwestia narzekań męskich, a właściwie ich braku nie wynika z tego, że nie czują się dyskryminowani (vide: taki banał jak stosowanie kosmetyków kolorowych), ale z tego, jak wychowuje się facetów: nie płacz, nie jesteś baba, weź się w garść, nie możesz pokazać, że ci źle, musisz dać radę etc. To, że o czymś się nie mówi, to nie znaczy, że w środku nie boli. Mężczyźni wychowywani są na jednostki, które mają dać sobie radę, a nie pokazywać słabości. Wypłakiwanie się kolegom (oczywiście na trzeźwo, bo po spożyciu to i owszem..), podczas gdy pocieszają, przytulają etc. to dość rzadki obrazek, prawda?
    A kobiety od zawsze komunikują, co je boli, komunikacja to klucz relacji między kobietami. Zgadzam się, przydałoby się czasem więcej działania niż samego gadania, ale jak widać, opór społeczny przed zmianami jest duży (u samych kobiet również) i wszystko rozgrywa się w żółwim tempie.

    Odpowiedz

  8. “Kobieta po politechnice nadaje się do księgowości albo parzenia kawy”
    “Facet po technikum nadaje się tylko do sprzątania ulic”

    Widzisz różnicę między politechniką a technikum?

    Ta wypowiedź niesie za sobą typowe dla różnicy obu płci poglądy.. wiadomo, że facet nigdy nie zrozumie typowo babskich spraw typu jak to jest rodzić dziecko (ale nie twierdze ze byłby złym położnym) bo nie ma jak tego doświadczyć. Kobiety też nie są w stanie zrozumieć podobnych problemów facetów.
    Ale ja tu mówię o rzeczach niezwiązanych z płcią jak informatyka, matematyka, nauki ścisłe od których odsuwa się kobiety. Mężczyzna może być dobrym teoretykiem sztuki według opinii powszechnej ale kobieta już nie będzie dobrym fizykiem. Tak się po prostu uważa i nie zauważa się że to jest dla niektórych kobiet bardzo krzywdzące.

    Odpowiedz

  9. @Julia Dokładnie tak :)
    To, że o czymś się nie mówi, to, że media czegoś nie nagłaśniają nie znaczy, że problem nie istnieje.
    Cimilik jesteś młody i być może jeszcze nie przekonałeś jakie wymagania stawia przed Tobą kultura i społeczeństwo. A być może wiesz, ale dobrze czujesz się w takiej roli i nie czujesz potrzeby zmiany, ale ja znam wiele przypadków chłopców i mężczyzn, którzy nie spełniają „kryteriów” bycia „prawdziwym mężczyzną”. Staje się to często jednym z powodów kryzysu wieku średniego.

    Odpowiedz

  10. „Widzisz różnicę między politechniką a technikum?”
    Oczywiście, ale powiedz mi co to ma do rzeczy? Ja po prostu podałem kilka stwierdzeń, nie odnosiłem się do typu szkoły. Równie dobrze mogłem napisać “Facet po technikum/gimnazjum/politechnice/czymkolwiek nadaje się tylko do sprzątania ulic”

    Odpowiedz

  11. Facet po politechnice to facet po politechnice – kobieta po politechnice to wciąż zwykła, nie nadająca się do nauk ścisłych kobieta tyle że jakimś cudem udało jej się skończyć szkołę — taka jest powszechna opinia.

    Odpowiedz

  12. Aviendha: skąd masz dane, że to powszechna opinia? Czyżby był to kolejny slogan?

    Odpowiedz

  13. …bo się z tym na co dzień spotykam

    Odpowiedz

  14. Aviendha: nie znaczy to jednak o powszechności zjawiska.

    Odpowiedz

  15. Trochę z innej strony…
    Nie mogę powiedzieć, żebym zbyt często spotykała się z dyskryminacją ze strony mężczyzn, ale wiem i widzę, że w przypadku innych dziewczyn nie zawsze było tak pięknie. Prosty przykład – 2 moich kolegów i 2 koleżanki (z tej samej grupy lekarskiego) poszli na praktyki pielęgniarskie do szpitala, w tym samym czasie i na ten sam oddział. Dziewczyny od razu zagoniono do mycia tyłków (tak, tak), karmienia, natomiast chłopcy pobierali krew, robili zastrzyki i chodzili na sale operacyjne, pooglądać piękne widoki. Obiektywnie rzecz biorąc, obie koleżanki radzą sobie na studiach znacznie lepiej niż panowie, a więc takie zachowanie ze strony personelu było niczym nieuzasadnione. Bardziej bolesne jest jednak to, że żadna z nich nie zaoponowała…
    Co do tego że kobiety się szufladkuje… na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że częściej nadają „role” właśnie kobiety. Sytuację często miałam podobną jak Aviendha – oceny i osiągnięcia te same, ale stopnie gorsze. Tyle że nierówne stopnie zawsze wystawiały kobiety, które podane o powód zawsze dziwnie się zachowały i chyba nie zdawały sobie sprawy dlaczego tak robią.
    Skoro kobietę może podświadomie ujmować ładny, miły facet, a młodsza i  często ładniejsza dziewczyna ją irytuje, to nie ma się co dziwić, że faceci nie chcą zatrudniać brzydkich kobiet, chyba że są wybitnie wręcz uzdolnione, a i wtedy nie wiadomo, bo zwyczajnie mogą nie chcieć na nią patrzeć ;O
    Myślę, że wykształcona, ambitna, pracowita, ładna, bystra, empatyczna może osiągnąć znacznie więcej niż kolega, ponieważ łatwiej jej generalnie pracować w zespole no i budować poprawne stosunki w pracy xD Jednak zdaję sobie sprawę, że niektórzy mężczyźni lubią wykorzystywać naszą uległością (czy nie ta cechę się wpaja od dzieciństwa?) i może dlatego często kobiety pracują za gorsze stawki czy są pomijane przy awansach. Kobieta często jest za wielkim tchórzem by się narażać i oponować.
    Jak dla mnie artykuł jest ciekawy i mam nadzieję, że Katka jeszcze nam coś napisze ;)
    PS. Mam nadzieję, że nie psuje wam w ten sposób dyskusji -__-

    Odpowiedz

  16. „nie znaczy to jednak o powszechności zjawiska”
    Wiesz.. zawsze da się znaleźć podobny argument, bo tak.
    Nie tylko ja się z tym spotykam. Do wspomnianego wcześniej porównania – dopóki nie połamiesz sobie obu nóg nie zauważysz jak wiele jeszcze rzeczy jest do zrobienia by wyrównać szanse osobom niepełnosprawnym.

    Fisza: ja na szczęście należę do tych zaradnych kobiet, które się w kąt zagonić nie dadzą. Faktycznie szkoda, że wiele pozwala innym na dyktowanie im miejsca. Sądzę, że i tak już się dużo zmieniło… ale nie należy przyjmować, że to już wszystko co było do zrobienia.

    Odpowiedz

Trackbacki

  1. Hej! Co słychać? ;) (14) | Hadret's.Blog
  2. Podsumowanie 2008 i rzut okiem na 2009 @ Hadret’s.Blog

Zostaw odpowiedź