Kulturka musi być (3)

Tytułem wstępu

To właśnie ten wpis miał się pojawić ostatnim razem, ale pod wpływem spraw bieżących, zdecydowałem się naskrobać coś samemu. Dziś, ponownie, zachęcam do przeczytania artykułu, którego autorem nie jestem, ale który został napisany dla serii Kulturka…. Niczego więcej nie mam potrzeby napisać, jak tylko: zachęcam do lektury! (:

Paskudne babochłopy - Katarzyna Sierpińska

Tak, tak, będzie mowa o feministkach. Wiem, że wiele ryzykuję użyciem tego strasznego słowa. W tej chwili pewnie straciłam 70% czytelników i 50% czytelniczek, które absolutnie nie są feministkami bo lubią mężczyzn, chcą mieć męża, i tak dalej…
Tym jednak, którzy postanowili czytać dalej - gratuluję. Postaram się ich nie zawieść. Tych, którzy liczą na obsmarowywanie mężczyzn inwektywami w każdej linijce, będę musiała rozczarować.

Pierwsza styczność i zadziwienie związane z niezrozumieniem i nadinterpretacją myśli feministycznej spotkała mnie gdy miałam lat ok. 12, 13. Sama jeszcze wtedy nie byłam oczytana, a o samym ruchu słyszałam z telewizji, radia, ewentualnie gazet. Coś mi się tam roiło, coś tam sobie myślałam, więc wielkie było moje zdziwienie, gdy w rozmowie o feministkach i o feminizmie usłyszałam od mojej znajomej (starszej o rok), że ona nie ma nic przeciwko temu „równouprawnieniu”, że obowiązki domowe powinny być sprawiedliwie podzielone, ale jej się wydaje, że każda kobieta jednak lubi się przytulić do mężczyzny i budzić się przy jego umięśnionym ciele, poczuć się bezpiecznie. Pomyślałam sobie wtedy: „jaki jest, kurcze, związek między jednym a drugim”?
Dalsze moje lata obserwacji i uważnej lektury potwierdziły, że Polacy, jak Polacy, ale Polki o feminizmie mają bardzo blade, a wręcz nikłe pojęcie. Nasłuchałam się tyle o tych paskudnych babochłopach, które nie golą się pod pachami, których żaden mężczyzna nie chciał dlatego chodzą sfrustrowane, które nie noszą staników i które w końcu wszystkie, bez wyjątku, są lesbijkami.
Kto jest odpowiedzialny za wytworzenie tych stereotypów wobec nich? Bo niewątpliwie są to stereotypy. Na to pytanie nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, ponadto jest to materiał na inny, niezależny artykuł.
Niniejszym pragnę rozpocząć realizację celu tego tekstu, który jest obaleniem najpopularniejszych mitów i stereotypów narosłych w ciągu ostatnich lat wokół feminizmu i feministek.
Czy słyszał ktoś o feministach? No właśnie. Jest to chyba jedyny rzeczownik w języku polskim, którego znacznie częściej używamy w rodzaju żeńskim. A tymczasem o feministach powinno się mówić, jeśli nie z równą, to ze zbliżoną do feministek częstotliwością. Może paść pytanie: „co mężczyznom po tym ruchu? Przecież on powinien dotyczyć tylko i wyłącznie kobiet”? Mam nadzieję, że odpowiedź znajdziecie w dalszej części artykułu. Niech Wam jednak będzie wiadomo, że feminizm powinien znajdować się w centrum zainteresowania obojga płci, bo problem ich dotyczy w, mniej więcej, równym stopniu. Chociaż przyznaję, kobiet jednak w stopniu równiejszym ;)
„Lubię nosić szpilki, ładnie wyglądać, a poza tym lubię mężczyzn, więc nie jestem feministką” - niejeden raz słyszałam powyższe zdanie wydobywające się z ust różnych moich koleżanek, które zasłyszały u kogoś co nieco o feminizmie, ale uznały, że one to na pewno feministkami nie są, nazwanie ich tak budzi czasem niemiłe uczucia, a nawet agresywne zachowania. Otóż, Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, ruch ten nie jest żadną modną/niemodną subkulturą ustalającą dokładnie zasady ubioru, stylu czy zachowania obejmującą takie normy stroju jak płaski obcas buta, brak stanika i makijażu, krótkie niedbałe włosy, czy w ogóle zanik jakiegokolwiek atrybutu kobiecości. Co się zaś tyczy zachowania nie zabrania (ani też nie reguluje) przepuszczania w drzwiach, wyręczania w podnoszeniu ciężkich rzeczy, toreb, czy też zwykłego okazania szacunku kobiecie. Feminizm absolutnie nie zabrania kobietom ładnie wyglądać, nosić butów na wysokim obcasie, czy w ogóle dbania o siebie.
A propos szacunku jeszcze. Swego czasu było głośno o tym, co zdarzyło się w jednym z programów Kuby Wojewódzkiego, który zaprosił do siebie Kazimierę Szczukę oraz Miśka Koterskiego. Ten został zaproszony do rozmowy w drugiej kolejności, a wszedłszy nie odezwał się do pani Szczuki ani słowem. Zagadnięty o brak przywitania przez nią odpowiedział: „myślałem, że pierwsza mi powiesz”. Tej odzywki nie skomentowała będąc głęboko zadziwioną. Jest to rażący przykład chamstwa oraz niezrozumienia idei emancypacji kobiet. Pomijając fakt, że zgodnie z zasadami savoir-vivre’u to pan Koterski, jako dołączający do rozmowy, powinien przywitać się jako pierwszy. Czy miała być to kara dla tej jednej z czołowych i najaktywniejszych feministek w Polsce za to, że „zachciało jej się wyzwolenia”? Myślę, jako istota społeczna, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, ba!, każdej istocie żywej. Dlaczego więc nie traktować tak też feministek?
Spotkałam się również z opiniami, że skoro kobiety tak bardzo pragną zajmować męskie dotychczas miejsca pracy to niech idą pracować do kopalni. Ja się zastanawiam, czemu akurat do kopalni? Dlatego, że kopanie w ziemi uważane jest za typowo męskie zajęcie? Wymagające siły i wytrzymałości? No tak, przecież feministki to babochłopy… Powinnam w tej chwili rzucić studia i polecieć do pierwszej lepszej kopalni węgla kamiennego. Ruch emancypacji kobiet jednak nie dąży do tego, aby masowo zajmować męskie jak dotąd stanowiska pracy, tylko dla „zasady”. Jego celem jest, Panie i Panowie, umożliwienie pracy w takich miejscach. Umożliwienie podjęcia pracy zawodowej w karierze, o której marzymy, w której byśmy się realizowali. Walczy o to prawo i dla kobiet, i dla mężczyzn. Bo istnieją również takie prace, które powszechnie uważa się za typowo „kobiece”, a mężczyzna wykonując je postrzegany jest jako zniewieściały i ogólnie mało męski, a w końcu jako pedał.
W związku z kopalnią przychodzi mi do głowy refleksja-strach przed maskulinizacją u kobiet i przed zniewieścieniem u mężczyzn, czyli, mówiąc prościej, przed nadaniem sobie zbyt nieodpowiedniego wyglądu i charakteru niezgodnego z naszą płcią. Przybrało to tak poważne rozmiary, że jednostki, u których trudno zdefiniować na pierwszy rzut oka płeć, traktowane są z niechęcią i pogardą. Pomyślmy przez chwilę, dlaczego tak się dzieje?
Czy ktoś przypomina sobie niedawny billboard Kodaka przedstawiający dwa takie samy bobasy różniące się jedynie barwą becika - jeden miał różowy, drugi niebieski? Podpis pod zdjęciem głosił: „kolory mają znaczenie”. Wszystko jasne. Różowy to dziewczynka, niebieski to chłopczyk. Oczywiście, nie możemy być tego w stu procentach pewni, bo nie dane jest nam poznanie płci owych dzieci, ale to, co nam podpowiada, że tak może być, nazywa się socjalizacją płciową. To ona sprawia, że już od najmłodszych lat wiemy, jak powinniśmy zachowywać się aby postępować zgodnie ze swoją płcią i aby nie spotkać się z dezaprobatą środowiska, w którym żyjemy. Proces ten postępuje razem z odpowiednio dopasowanymi zabawkami (dla dziewczynek - lalki, mini-wózki dziecięce etc., dla chłopczyków - samochodziki, klocki lego etc.). Później przez dobór odpowiednich lektur, w których przedstawione postaci dziecięce tworzą archetypy męskości i kobiecości. Większość takich książek zakłada aktywność fizyczną chłopców i poszukiwanie przez nich przygód, dziewczynki zaś ukazywane są jako postaci bierne, zajmujące się pracami domowymi, opieką nad młodszym rodzeństwem. Pamiętam, jak wielkim szokiem przed paroma laty było dla mnie odkrycie jednego z modeli lalki Barbie, która miała doczepiony brzuszek ciążowy, a gdy się go zdjęło, wewnątrz mogliśmy znaleźć małego noworodka. Taka kreacja ról płciowych i społecznych okazuje się bardzo skuteczna, czego konsekwencje jest nam wszystkim dane podziwiać w wieku dorosłym, m.in. wspomnianego już przeze mnie strachu przed maskulinizacją i zniewieścieniem.
Podział według płci wydaje się biologicznie potwierdzony i słuszny i nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że niektórzy, a właściwie wiele osób z takim „porcjonowaniem” się po prostu nie godzi. Mężczyzna może np. chcieć zostać w domu i opiekować się dziećmi, a kobieta może pragnąć pracować zawodowo i zarabiać pieniądze. Oczywiście prawo nie zabrania nikomu podejmowania takich decyzji, ale powiedzmy sobie szczerze, że obranie takiej „innej” drogi jest znacznie utrudnione i prawnie, i społecznie. Nieprawdą więc też jest uznanie feministek za wrogów męskiego bytu (chyba, że rozmawiamy o feminizmie radykalnym). Stara się on także o prawa dla mężczyzn, co w niektórych krajach europejskich zaowocowało m.in. przyznaniem urlopów ojcowskich, dla tych, którzy tego chcieli.
Nie chodzi też jedynie o przełamywanie ról płciowych, ale także o zwrócenie naszej uwagi na problem tolerancji i praw homoseksualistów. Istnieją organizacje, które się tymi sprawami zajmują, ale mają często charakter zamknięty, elitarny, wynikający nie z braku ich otwartości, lecz z braku zainteresowanych. A te kwestie trzeba nagłaśniać.
Gdybym musiała streścić moją wiedzę o feminizmie, o jego założeniach, ideach, napisałabym, że jest to ruch wyzwolenia kobiet i mężczyzn, walczący o ich prawa do wolnego wyboru, prawa do decydowania o własnym losie, o własnej tożsamości i o własnym miejscu w społeczeństwie bez względu na płeć, wyznanie, czy orientację seksualną. Mam też nadzieję, że pewnego dnia nie usłyszę już z niczyich ust (kobiety czy mężczyzny), że feminizm go nie dotyczy, bo prawdą jest, że zawdzięczamy mu więcej niż niektórzy by sobie życzyli. Zachęcam do dokładniejszej lektury o emancypacji, nawet jeżeli będzie to hasło znalezione w Wikipedii.

Poniżej podaję pozycje książkowe, do których niejednokrotnie się w tym artykule odwoływałam.

  • Kobieta i małżeństwo: Społeczno-kulturowe aspekty seksualności: Wiek XIX i XX, Praca zbiorowa.
  • Gorsza płeć: Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI, Bogucka Maria.
  • Świat bez kobiet: Płeć w polskich życiu publicznym, Graff Agnieszka.
  • Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, Renzetti Claire M., Curran Daniel J.
  • Milczenie owieczek: rzecz o aborcji, Szczuka Kazimiera.
  • Piekło kobiet, Boy-Żeleński Tadeusz.
  • Mamy wybór: zgłębianie osobistego rozwoju, Corey Gerald, Schneider Corey Marianne (tu szczególnie polecam: rozdz. 8 Stając się kobietą lub mężczyzną na miarę swoich pragnień oraz rozdz. 9 Seksualność).

Oraz strony internetowe:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm
http://www.oska.org.pl/
http://www.wroclaw.kampania.org.pl/
http://www.gender.uni.wroc.pl/

Pobierz:
Wersja PDF (~85.3 kB)
Wersja ODT (~33.9 kB)

Tekst został opublikowany i jest rozpowszechniany dalej za pisemną zgodą autorki. Jednocześnie, dysponuję również oryginalnym plikiem w formacie DOC - ew. zainteresowanych zapraszam na @ (:

Słowo na zakończenie

Mam nadzieję, że powyższy artykuł przybliżył Wam idee feminizmu, wyjaśnił plus minus w czym cała rzecz i tak dalej. Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Poprzednie odcinki:

Kulturka musi być
Kulturka musi być (2)

46 odpowiedzi do “Kulturka musi być (3)”


  1. 1 Aviendha

    aż miło… :)

    Zawsze miałam problemy z wyjaśnieniem ludziom sprawę z wykonywaniem różnych zawodów przez kobiety. Przecież ie chodzi o to, że kobiety się pchają na siłę, gdzie ich nie chcą, tylko o to że niektóre kobiety są w stanie na prawdę spełnić się np. w wojsku i wykonywać swoje zadanie lepiej od co niektórego faceta, którego zmuszono żeby tam poszedł.

    Druga sprawa: mimo iż zawsze dbałam o “normalne” traktowanie kobiet, nie ukrywam że podoba mi się “dziwkarska moda” (jak to ktoś określił). Troska o równe traktowanie nie skreśla przecież kobiecości.

    Inną sprawą jest niezrozumienie między mężczyznami i kobietami. Takie drobiazgi jak przepuszczanie w drzwiach, kiedy to nie jest potrzebne, często niechciane płacenie za rachunek lub nie podanie ręki kobiecie “bo nie wypada”. Z drugiej strony to nie zawsze jest odbierane dobrze. - Niepodanie ręki to jak brak szacunku, a przepuszczenie przez drzwi to coś w stylu “jak nic ci na łeb nie spadnie to ja wchodzę”.
    Takie drobiazgi obijają się też w sytuacjach bardziej istotnych.
    Ostatecznie wszystko rozbija się o szacunek.

    Ale ciekawa jestem jak to jest odbierane przez facetów. :)

  2. 2 Dinven

    Amen. Nieczęsto się zdarza, abym nie musiała niczego dodawać. Bravissimo<;

  3. 3 Eluś

    Na samym wstępie chciałbym zaznaczyć by moja wypowiedź nie została potraktowana jako jakikolwiek atak w stronę feministek :)

    Pierwsze odczucie jakie mam po przeczytaniu powyższego tekstu jest takie, że jest on w pewien sposób niekompletny.

    Nie studiuję ani nie studiowałem (podobnie jak autor tego bloga i najprawdopodobniej autorka tego testu) na kierunku humanistycznym, ale potrafię rozpoznać zastosowanie pewnego “zabiegu literackiego”. Test porusza kwestie stereotypów, odmienności seksualnej czy wreszcie kwestię prawa do wolnego wyboru. Nic z czym można by się nie zgodzić. Zgadzam się zwłaszcza z kwestią wolnego wyboru (czemu np. grupa starych pierników na czele z klerem decyduje o sprawach typu aborcja czy in vitro?). Autorka jednak, celowo moim zdaniem opuszcza najbardziej istotny i zarazem najbardziej kontrowersyjny aspekt feminizmu - przeświadczenie o braku równouprawnienia wobec kobiet i mężczyzn. Czemu autorka robi z czytelnika (przepraszam za wyrażenie) idiotę? Z dystansu wygląda to tak, jakby chciała zyskać poparcie dla swoich przekonań poruszając jedynie zagadnienia, z którymi znaczna część społeczeństwa jest jak najbardziej zgodna. Czemu niby ma to służyć?

    W całym teście jest tylko jedno zdanie, że niby coś jest kobiecie utrudnione prawnie i społecznie. Ale dalej myśl ta pozostaje nierozwinięta.

    Nie popieram feminizmu (ale też z nim nie walczę), gdyż nie zauważam znaczących różnic pomiędzy prawami kobiet i mężczyzn. Przepraszam, od czasu do czasu zauważam pewne nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn, ale z równą częstotliwością działającą w obie strony.

    Naprawdę dostrzegam wiele problemów problemów w Polsce - w większości wynikające z braku tolerancji. Dyskryminowane są mniejszości seksualne, rasowe a zwłaszcza religijne. Ale jeśli ktoś chce mnie przekonać, że nagminnie dyskryminowane są również kobiety, to musi podać jakieś konkretne argumenty.

  4. 4 Aviendha

    “czemu np. grupa starych pierników na czele z klerem decyduje o sprawach typu aborcja”

    Nie znam opinii społecznej ale mogę Cię zapewnić że jest więcej takich osób jak ja, które są aborcji zdecydowanie przeciwne.

    Fakt, że to działa w dwie strony. I z obu stron kryje się to w ludzkiej mentalności. Co do kobiet - wielu facetów po prostu uważa, że wie gdzie jest miejsce kobiet (w tym np mój ojciec) i niby robią to dla ich dobra… jakkolwiek trudno to nazwać uszczęśliwianiem kobiet.

  5. 5 Dinven

    Hmm, Eluś:
    A nie uważasz, że celem tego tekstu nie było wyszczególnienie wszelakich odmian i przypadków dyskryminacji, ale przybliżenie definicji i istoty feminizmu? To już byłby temat na osobny artykuł. Kwestia dyskryminacji jest na tyle rozwinięta, że nie sposób omówić jej dogłębnie przy poruszaniu jakiegokolwiek, pośrednio związanego z nią, tematu. Rozumiem wątpliwości, ale to chyba akurat nie jest zarzut w stronę autorki. Przy pisaninie z reguły trzeba trzymać się jakiejś linii przewodniej.

    Chętnie wdałabym się w polemikę, ale muszę biec na pks:/. Jak tylko dorwę się do komputera w domu, to coś dopiszę(;

  6. 6 Hadret

    Avien: jesteś przeciwna aborcji, to jej nie rób, ale nie broń innym ludziom mieć możliwości wyboru.

  7. 7 CoSTa

    Strasznie to źle napisane jest. Sorry ale jeśli ruch feministyczny mają promować takie teksty, to lepiej niechaj feministki przygotują się na jeszcze dłuuugie lata bycia postrzeganymi jako coś odmiennego. Już od bardzo dawna ruch feministyczny niczym odmiennym nie jest ale jak widzę próbę obalania stereotypów (w większości utrzymywanych przez same feministki takimi właśnie tekstami) za pomocą innych stereotypów, to po prostu ręce opadają… Hadret, przekaż tej pani wyrazy uznania za chęci i prośbę o wzięcie się za warsztat bo pisze po prostu źle. O ile do feminizmu nic nie mam, o tyle przeciwko złemu pisaniu już mam bardzo wiele. Serio, powtarzanie kanonicznych dla feminizmu zaklęć kompletnie nic nie zmienia. Świat nie stoi w miejscu i mam wrażenie, że niektóre panie tego nie dostrzegają w swoim przekonaniu o byciu upośledzonymi członkiniami społeczeństwa. Jeśli ta pani chce coś wnieść do dyskusji, to niech coś wniesie a nie powtarza w nieskończoność płytę tak bardzo zdartą, że już nudną dla większości z nas.

  8. 8 Eluś

    @Dinven:
    “[...] A nie uważasz, że celem tego tekstu nie było wyszczególnienie wszelakich odmian i przypadków dyskryminacji, ale przybliżenie definicji i istoty feminizmu?”

    No więc stwierdzam raz jeszcze - w całym tekście nie ma definicji feminizmu ani nawet jej przybliżenia. Ostatni akapit to jakaś kpina.

    @Diven:
    “[...] Rozumiem wątpliwości, ale to chyba akurat nie jest zarzut w stronę autorki. Przy pisaninie z reguły trzeba trzymać się jakiejś linii przewodniej.”

    To jest ewidentnie zarzut w stronę autorki! Podobnie jak Costa uważam, że obrana - jak to nazywasz - “linia przewodnia” jest kompletnie błędna.

    Tekst jest merytorycznie słaby i w mojej ocenie jest na poziomie miernego wypracowania licealnego.

  9. 9 Aviendha

    Hadret:
    Nie bronię, kiedy decyzja ta ma jakieś racjonalne wyjaśnienie, a nie “bo wpadłam”.
    Możliwość wyboru zaczyna się już w momencie włażenia komuś do łóżka.

  10. 10 Hadret

    Aż się prosi, żeby napisać: i kto to mówi?

    Tak czy siak, żadna zygota, nigdy, nie będzie dla mnie ważniejsza od dorosłego człowieka.

  11. 11 Aviendha

    “I kto to mówi?”
    Czyżby zdażyło mi się zmienić zdanie i tego nie zauważyć? o.O

    Ważniejsza/Nie ważniejsza… Chodzi mi o to żeby wszystko sie nie skoczyło w ten sposób, że się ludzie pierdolą gdzie popadnie a potem usuwają choćby i w piątym miesiącu.
    Chodzi o to że idąc dalej tym śladem, okaże się, że ludzie nie będą mieli do samych siebie szacunku (a do tego niestety zmierza współczesny świat).
    Feminizm feminizmem… wyzwolenie kobiet wyzwoleniem… ale szacunek to dla mnie podstawa.

    Jakkolwiek bym nie miała hedonistycznego podejścia do życia, staram się brać na siebie tego konsekwencje.

  12. 12 Hadret

    *zdarzyło

    Wskaż mi palcem połączenie aborcji z rozwiązłością seksualną. Jeśli chcesz, żeby ludzie “nie pierdolili” się gdzie popadnie (i z kim, przy okazji) to nie przeciw aborcji, a za wychowaniem seksualnym w szkołach być powinnaś. Nie widzę związku między możliwością usunięcia nieplanowanej ciąży, a brakiem szacunku. W dodatku szacunek… wobec czego? :o

    Konsekwencje bierzesz na siebie? Nie rozśmieszaj mnie.

  13. 13 Eluś

    @Aviendha:
    Jako dziewczyna/kobieta powinnaś zdawać sobie sprawę, że sam zabieg aborcji jest wystarczająco nieprzyjemny aby traktować go jako substytut antykoncepcji. Pełna odpłatność za taki zabieg powinna być dodatkowym argumentem. Wszystko to jednak powinno iść w parze z porządną edukacją seksualną - w tej kwestii w pełni zgadzam się z Hadretem.

  14. 14 Aviendha

    Nie mam za złe dziewczynom, które prowadza taki a nie inny sposób życia (jakkolwiek powinny to robić chociaż świadomie) ale jeżeli taki sposób życia doprowadzi do ciąży to powinna ona stawić temu czoła a nie zrzucać z siebie zbędny balast czyjegoś życia.
    Inną sprawą jest wpływ na psychikę dziewczyny.

    “Nie widzę związku między możliwością usunięcia nieplanowanej ciąży, a brakiem szacunku.”
    Wobec ludzkiego życia.
    Jestem ateistką/agnostyczką (jak kto woli) i mam szczera nadzieję ze po śmierci mnie robaki zeżrą. Mimo to uważam, że skoro już stworzyliśmy jakąś kulturę i widzimy siebie jako stworzenia wyższe - pokażmy to i nie zabijajmy się nawzajem.

    p.s.
    Co do ewentualnej zmiany moich poglądów - może po prostu dojrzałam.

  15. 15 Hadret

    Czasem ciąża jest niezaplanowana - opóźnienie z tabletkami, odklejony plaster, pęknięta prezerwatywa, whatever. W takim wypadku nie czuję się w mocy zmuszać kogokolwiek do urodzenia i wychowywania dziecka. Stawić czoła życiu? W imię czego?
    Szacunek wobec ludzkiego życia - z tym zgadzamy się zupełnie, tylko z różnych stron problemu. Szanuję ludzkie życie i ich życiowe plany i jeśli nie ma w nich miejsca na dziecko (lub nie ma na nie miejsca w danym czasie) to nie widzę powodu, dla którego aborcja miałaby im być zabroniona.
    Mówisz o zabijaniu? Codziennie na świecie giną miliony dorosłych istot, a Ty martwisz się płodem? Gdzie tu jest logika?

  16. 16 Aviendha

    Akurat tu miałam na myśli wszystkie te miliony istot na świecie… i dzieci też na dokładkę… miałam na myśli cały ten humanitarny szacunek dla człowieka.

    To nie wina dziecka że kobitka tabletek zapomina.

  17. 17 Katka

    Nie wina dziecka, że kobieta zapomniała tabletek, ale dlaczego kobieta ma być karana dzieckiem? Nie wróżyłabym niechcianemu dziecku szczęśliwego życia, tak czy siak.

  18. 18 Aviendha

    A dlaczego dziewczyna żąda wszystkiego w zamian za nic?

    Zabawa ma taką stawkę. Nie można jej lekceważyć.

  19. 19 Katka

    Och, masz rację. Po każdym stosunku powinnam się pobiczować i poumartwiać nad sobą, bo za dużo żądam od życia ;)
    Owszem, może mieć swoje konsekwencje. Dlatego dobrze jest się zabezpieczyć, a jeśli to zawiedzie to skorzystać z ostatniej deski ratunku.

  20. 20 Aviendha

    Bez przesady. Nie mówię o skrajnych postawach.
    Chodzi tu tylko o to, że pewnym sytuacjom należy stawić czoła.. godzisz się na nie, to wybrnij.

  21. 21 Watcher

    Well, mysle, ze niektorzy tutaj troche zle podeszli do tego tekstu. Imo, zalozeniem autorki nie bylo zadne “odkrywanie ameryki”, czy poruszanie jakichs szczegolnych obszarow feminizmu, a jedynie przyblizenie calego problemu. I jasne, mozna powiedziec, ze takie rzeczy sa zbedne, bo dla niektorych przytoczone tu poglady beda oczywiste, ale mysle, ze niekoniecznie dla wszystkich. Sam dobrze pamietam jak czasem niektore dziewczyny z mojej klasy licealnej rzucaly tekstami “nie! nie jestem feministka!” z taka intonacja, jakby to byla co najmniej jakas silnie zakazna choroba ;)

    W kwestii aborcji. Generalnie mysle, ze niespecjalnie powinienem zabierac glos w tego typu temacie ;) (w koncu to kobiety rodza, niech i wiec w ich rekach decyzja lezy) ale dorzuce dwa grosze. Imo rzecz powinna byc jak najbardziej “dostepna”, aczkolwiek - jakies granice powinny tu stac. Przypomina mi sie tu pewna historia, o ktorej wspominal mi kiedys nauczyciel od biologii - o jakichs zawodniczkach sportowych (bodaj biegaczkach, ale glowy nie dam), ktore tuz przed zawodami zachodzily w ciaze, aby uzyskac lepszy wynik, a jak juz bylo - nomen omen - po zawodach ;) - takowa ciaze oczywiscie usuwaly. To akurat imo jest juz przegiecie i takich przypadkow nalezaloby pilnowac.

    I ostatnia rzecz. Aviendha napisala:

    “Jakkolwiek bym nie miała hedonistycznego podejścia do życia, staram się brać na siebie tego konsekwencje.”

    Jak rozumiem, hedonistyczne podejscie do zycia jest tu rozumiane jako jakas totalna rozpusta i podporzadkowanie swojego zycia wylacznie przyjemnosciom i to w formie najbardziej skrajnej. Well, wiem, ze tak to sie przyjelo to rozumiec potocznie, ale jest to bledne pojmowanie tego pojecia - hedonizm czy epikureizm jako taki, to jak najbardziej zdrowe podejscie do zycia, ba, jakby przyrownac je do tego, jak dzis zyje wiekszosc ludzi, to wrecz lekko ascetyczne ;) Po prostu, chrzescijanstwo strasznie wypaczylo to pojecie i teraz gdzie nie spojrzysz to sie robi z tego biednego Epikura jakiegos najwiekszego rozpustnika starozytnosci ;) A to oczywiscie totalna bzdura, ale nie bede juz drazyl tematu, ot, to tylko taka uwaga wynikajaca ze “zboczenia zawodowego” ;)

  22. 22 Aviendha

    “Generalnie mysle, ze niespecjalnie powinienem zabierac glos w tego typu temacie ;) (w koncu to kobiety rodza, niech i wiec w ich rekach decyzja lezy)”

    I tak to właśnie wygląda… jak takie podejście mają mężczyźni to czemu kobiety miałyby nie mieć takiego podejścia i na wszystko zlać. Przepraszam bardzo ale faceci mają to głęboko w dupie i to kobieta ma się przejmować (rodzić, opiekować, wychowywać) dzieckiem. Rozmawiając na ten temat chciałam pokazać problem a nie tylko moją opinię (jako kobieta). Chodzi mi o szerszy problem - szacunek dla ludzkiego życia, pewna konsekwencja - a nie “moje ciało więc ja decyduję o nim”.
    Chodzi o to że kobieta może robić co chce ze swoim ciałem ale kiedy zachodzi w ciążę przekracza pewną granicę. To już nie tylko jej ciało i decydując o ciąży, decyduje o czymś więcej. To już nie sprawa czy ma szacunek do swojego ciała ale czy ma szacunek do życia.
    Dlatego mężczyźni nie powinni tego odkładać na barki kobiet bo to “jej ciało - jej problem” tylko też to rozważyć. Nie mówię o “ponoszeniu konsekwencji” (czy jak to równie głupio nazwać) ale o myśleniu.
    Czy serio nikt z wypowiadających się tutaj osób nie widzi problemu zarówno psychologicznego jak i socjologicznego? Trzeba rozwijać myślenie a nie przekalkulowywać straty i zyski, bo niedługo będziemy tyle warci co roczny bilans zysków w jakimś hipermarkecie. Z wliczonymi stratami.

    “Jak rozumiem, hedonistyczne podejscie do zycia jest tu rozumiane jako jakas totalna rozpusta i podporzadkowanie swojego zycia wylacznie przyjemnosciom i to w formie najbardziej skrajnej.”
    Miałam na myśli pośrednią obu tych definicji.
    Moje motto: robić wszystko dopuki sprawia jakąś frajdę. :)
    [niezbyt odpowiedzialne ale staram sie przy tym trzymać reguł gry]

  23. 23 Katka

    Aviedho, z Twojej wypowiedzi niepokojąco wynika, że życzyłabyś sobie, aby mężczyźni podejmowali decyzję za nas dotyczącą naszego ciała. To, co się w i z nim dzieje powinno być sprawą kobiety, bo to ona poniesie konsekwencje tych zmian. Nie neguję oczywiście wpływu mężczyzny na podjęcie decyzji dotyczącej zabiegu-powinien on jak najbardziej wspierać kobietę, pomóc w podjęciu słusznej decyzji. Na pewno nie może zmusić jej do urodzenia dziecka.
    “Przepraszam bardzo ale faceci mają to głęboko w dupie i to kobieta ma się przejmować (rodzić, opiekować, wychowywać) dzieckiem”
    Dlatego też aborcja byłaby często dobrym rozwiązaniem dla wielu kobiet :)
    Odpowiadam na poprzednie komentarze: Ten artykuł miał być wstępem do dalszych poszukiwań dla tych, którzy okazali by się zainteresowani tą tematyką. Nie mogłam i nie chciałam rozwijać każdego z wątków. Po co to robić, skoro zrobiło to przede tak wiele wspaniałych publicystek i pisarek? Nie od parady podałam też kilka pozycji w bibliografii-zachęcam do sięgnięcia po nie, jeśli ktoś jest naprawdę zainteresowany. Nie umniejszam jednak mimo wszystko wartości i pożyteczności mojego artykułu, gdyż również komentarze Panów Costy i Elusia pokazały, że wiedza nt. feminizmu jest nadal zbyt uboga. Jest to o tyle ważne, że w tym kraju feminizm, feministki i feminiści są bardzo potrzebni i pożądani.
    Miałam świadomość, że mój artykuł mógł się spotkać z nieprzychylną opinią i w takim wypadku też odsyłam do bibliografii ;)
    Pozdrawiam

  24. 24 Aviendha

    “Aviedho, z Twojej wypowiedzi niepokojąco wynika, że życzyłabyś sobie, aby mężczyźni podejmowali decyzję za nas dotyczącą naszego ciała.”

    Z mojej wypowiedzi wynika, że decyzja ta dotyczy czegoś więcej niż tylko naszego ciała. Że to większy problem.

  25. 25 Julia

    Myślę, że feminizm ma jeszcze wiele do zrobienia, wiele do powiedzenia. Ludzie, z którymi stykam się na codzień: w pracy, na studiach; ludzie na poziomie, mają o tym naprawdę blade pojęcie. Stereotyp paskudnego babochłopa, damskiej szowinistki jest wciąż żywy, i nie wydaje mi się, aby to było podsycane przez same feministki, raczej wynika z ludzkiej ignorancji. Opinia, ze feminizm się “przejadł” i , że argumenty wysuwane pro są już nieaktualne, najczęściej pochodzą od osób, które dyskryminacji nie czują (mężczyźni) bądź jej nie widzą bo… nie chcą widzieć. Tak naprawdę kobieta, która chce w życiu coś osiągnąć, musi się nieźle naharować, na takim samym jak mężczyzna stanowisku dostaje mniej pieniędzy (co jest faktem niezaprzeczalnym) a jak już do czegoś dojdzie, to padają komentarze: “ciekawe, komu d*** dała?!”.
    Kolega ze studiów na hasło “Julia-feministka” o mało nie spadł z krzesła: “bo przecież masz chłopaka i ładna jesteś?!”.
    Wbrew temu, co się wielu wydaje, postęp w sferze równouprawnienia nie nadąża za postępami w technologii, zmiany w mentalności społeczeństwa następują powoli, vide: jest XXI wiek a ludzie wciąż wyznają różne religie i oddają cześć swoim bogom.

    Co do aborcji: jestem za legalizacją i pełną dostępnością. Za odpowiednią opłatą. Nowe życie nie może być karą nawet za najbardziej rozwiązłe życie. Humanizm humanizmem, ale jesteśmy też ssakami: zwierzęta mają liczne sposoby na pozbycie się niechcianej ciąży (np słonie), człowiekowi pozostała ingerencja ginekologa. Dopóki więc dzieci nie będą rosnąć na drzewach, o zawartości czyjegoś brzucha nie powinien decydować nikt inny, niż jego właściciel. Chyba, że naukowcy wymyślą sztuczne brzuchy-inkubatory, albo będzie możliwy “przeszczep” płodu - wtedy wszyscy przeciwnicy aborcji i obrońcy zarodków będę mieli okazję się wykazać, użyczając własnego brzuszka.

  26. 26 cimlik

    Wszystko w porządku, ale ja zbyt wielu konkretnych celów feminizmu przedstawionych w tym tekście nie znalazłem. Zauważyłem tylko puste slogany. Co więcej nie widzę w naszym kraju masowej dyskryminacji płci pięknej.

    “Nie chodzi też jedynie o przełamywanie ról płciowych, ale także o zwrócenie naszej uwagi na problem tolerancji i praw homoseksualistów.”
    Coś mi tu nie pasuje. Słowo feminizm pochodzi od łacińskiego femina (kobieta). Co do tego mają prawa homoseksualistów?

    Dziwne stwierdzenia w artykule można mnożyć.

  27. 27 Julia

    Ja ze swojej strony nie widzę żadnej dyskryminacji osób niepełnosprawnych czy (zwyczajnie) chorych: wiek XXI, wszędzie windy, udogodnienia, przychodnia na każdym rogu, apteki tak samo. Wystarczy zachorować (np złamać nogę)i pogląd się zmienia. Dziwne, co?
    W ubiegłych wiekach też nie widziano dyskryminacji kobiet: wszak siedziały sobie w domku, rodziły dzieci, nie zaprzątały sobie główki nauką ani polityką, na wojnę nie szły, o wszystko dbał mąż… Słodkie istotki w zwiewnych jedwabiach. Gorzej jak mąż umarł, bo wdowa często nie miała prawa zarządzać poniekąd wspólnym majątkiem… mogła trafić przymusowo do zakonu a jak jej się poszczęściło, to rodzina wybrała jej nowego męża, który miał większe prawa do jej pieniędzy i jej dzieci niż ona sama.
    Aby zrozumieć istotę problemu, trzeba się troszkę rozejrzeć i spojrzeć dalej niż własne podwórko - owszem, wymaga to wysiłku. Np spytać koleżankę bez wykształcenia, jak sobie radzi w życiu - najczęściej jest ciężko, zwłaszcza, gdy nie jest pięknością. Facet, byleby miał dwie nogi, dwie ręce, zawsze jakąś pracę znajdzie, i nie ma wymogu wykształcenia wyższego, znajomości pięciu języków i (najlepiej) miłej aparycji (vide: ogłoszenia o pracę)

  28. 28 CoSTa

    “Gorzej jak mąż umarł, bo wdowa często nie miała prawa zarządzać poniekąd wspólnym majątkiem… mogła trafić przymusowo do zakonu a jak jej się poszczęściło, to rodzina wybrała jej nowego męża, który miał większe prawa do jej pieniędzy i jej dzieci niż ona sama.”

    Ty nie rozumiesz naprawdę o czym mówimy. Mówimy Ci wyraźnie, że siedzisz w twierdzy, której już nikt nie oblega. Najwidoczniej bardzo jednak chcesz, by była nadal oblegana. Po co te bzdury wypisujesz? Mamy XXI wiek, nikt nie zakazuje kobietom zarządzać majątkiem, nikt nie zamyka kobiet w zakonach, nikt nie wybiera im mężów. Przytaczasz nam historię a nie aktualną sytuację kobiet. Ja rozumiem wymagania propagandy ale no już bez przesady, okej? Obrażasz inteligencję swoich czytelników.

    “Np spytać koleżankę bez wykształcenia, jak sobie radzi w życiu - najczęściej jest ciężko, zwłaszcza, gdy nie jest pięknością.”

    A czemu nie pytasz kolegi bez wykształcenia? To są po prostu głupie argumenty - zazwyczaj bywa tak, że bez wykształcenia i fachu w rękach raczej w życiu jest ciężko, niezależnie od płci. Czy ktoś tej koleżance zabrania owe wykształcenie zdobyć? Mniej cytowania naprawdę głupiej propagandy, więcej używania swojej feministycznej głowy. Ona naprawdę może służyć do czegoś więcej niż kurczowe czepienie się problemu, który istnieje w większości tylko w głowach feministek. No ale to wymaga owego spojrzenia nieco dalszego i szerszego, o ironio.

    Wojuj o prawa kobiet ile chcesz. Ale jeśli już chcesz komuś wykładać swoje poglądy, to proszę, nie rób z tego kogoś idioty bo argumentujesz na poziomie wspomnianego wcześniej wczesnolicealnego wypracowania na tróję.

  29. 29 Aviendha

    W jednej rzeczy Julia na pewno ma rację. Dopóki się samemu problemu nie zazna - nie zauważa się go.

    Jak się głębiej zastanowię, to nie ma szczególnych problemów formalnych w byciu kobietą (albo jeszcze mnie nie dosięgły) ale jest coś co strasznie mi przeszkadza i co jest jawną dyskryminacją:
    “Kobieta tego nie zrozumie”
    “Dziewczyna nigdy nie będzie dobrym inżynierem”
    “Kobieta po politechnice nadaje się do księgowości albo parzenia kawy”
    I choćbym nie wiem jak się starała nigdy nie zostanę doceniona. Miałam prowadzącego szowinistę który jawnie za tą samą robotę (bo z kolegą pracowaliśmy jako grupa) mi stawiał niższa ocenę “bo to na pewno kolega sam zrobił”. I takim sposobem za tą samą wiedzę i te same zadania on otrzymał 5 na koniec semestru a ja 4.

    Czasem to jest tylko uwaga, czasem otwarte godzenie w zasługi kobiety.

  30. 30 Katka

    @Costa Może Twój spostrzegawczy wzrok tego nie zauważył, ale ja (czyli Katka, czyli autorka tego tekstu) to nie ta samo osoba, co Julia, czyli inny użytkownik.
    I wybacz, ale Twoja argumentacja też nie wnosi niczego nowego ani rewolucyjnego do kwestii feminizmu. Bez wyższego wykształcenia może być trudniej każdemu zdobyć pracę, ale zauważ: kto pierwszy dostanie pracę mając podobne kwalifikacje i doświadczenie-kobieta czy mężczyzna? I kto zarobi więcej na podobnym stanowisku??
    Przytoczona przez Julię sytuacja kobiety w ubiegłych wiekach była tylko przykładem, nie odzwierciedleniem obecnego stanu rzeczy.
    Jeśli chcesz zachować kulturę dyskusji i wypowiedzi to nie obrażaj innych, bo to będzie źle świadczyło tylko o Tobie.

  31. 31 Julia

    Drogi kolego/koleżanko Costa, zdajesz sobie sprawę, jaki reprezentujesz poziom wypowiedzi i kultury osobistej? To tak, jakby ktoś wszedł na Twoją stronę, i wypowiedział się następująco: coś tam piszesz, ale ogólnie masz brzydkie dziecko.
    Mam wrażenie, ze to Ty właściwie nie wiesz o co tu chodzi. Czepiasz się formy, bo nie rozumiesz istoty.
    Nie mam doświadczeń w propagowaniu czegokolwiek, piszę o tym, co czuję, widzę, co dotyka bezpośrednio mnie, moich najbliższych i znajomych. Kim jesteś, żeby oceniać to jako “głupie”? Powiem mojej mamie, żeby się nie przejmowała, ze dostaje te 300 zł mniej pensji niż jej kolega na równorzędnym stanowisku, bo to jest “głupie” i problem tkwi tylko w jej głowie.
    Co to za maniera z liceum i ocenianiem? Istotą komunikacji nie jest ocena czyjejś elokwencji w skali 1-6, zdaje się? Chyba, ze utknęliśmy na etapie liceum.
    Co do wykształcenia - każdemu bez jest trudno, ale niektórym jest trudniej. Facet bez mgr spokojnie znajdzie fajną pracę, ma szansę awansować; żeby być sekretarką, mgr jest niezbędne. Podobnie jak certyfikaty językowe etc. etc. Ale to trudniej dostrzec, gdy jest się głuchym i ślepym na cudze problemy a wszystko co się nie mieści od klapki do klapki jest “głupie i na tróję”.

  32. 32 CoSTa

    Katka, Julia: Sorry za pomieszanie osób/ksyw.

    Katka: Niczego nie argumentuję i nic nie wnoszę. Gdybyś nie zauważyła, nie wchodzę w dyskusję o feminizmie. Nie moja sprawa, kto chce walczyć - jego wola. Za to prosiłbym bardzo, jeśli już chcesz pisać i publikować swoje teksty - rób to na jakimś poziomie wykraczającym nieco ponad standardowe i kompletnie nic nie wnoszące hasła.

    Nie mam pojęcia kto dostanie pierwszy pracę przy podobnych kwalifikacjach - to już sprawa tej kobiety/tego mężczyzny, jak sobie z pracodawcą poradzą i na jaką zapłatę się umówią.

    Jeśli już przytacza się jakieś przykłady, to korespondujące z aktualnym statusem kobiet.

    A co do obrażania - a kogo ja obrażam??? Argumenty uważam za głupie i na poziomie wczesnego liceum a ich wciskanie czytelnikom za robienie z nich idiotów. Gdzie tu obraza piszącego owe argumenty? Nie będę głaskał po głowie li tylko, żeś kobieta.

    Julia: ależ zapraszam serdecznie do wpadnięcia na moją stronę i napisania, że coś tam piszę ale mam brzydkie dziecko. Sądzisz, że będę się o czyjąś opinię na temat mojego dziecka obrażał? Wyrosłem z tego.

    Czepiam się formy, bo bez niej ni cholery nie idzie Wam przedstawianie owej istoty. Chcesz mnie przekonać o fatalnej sytuacji kobiet w tym kraju? Ależ proszę bardzo. Ale prośba - bez traktowania mnie jak idiotę i pisaniu jak kobietom było w wiekach średnich. Rys historyczny zostaw na wstępy, mowa o wieku XXI.

    Jeśli Twoja mama dostaje mniej pieniędzy niż kolega na tym samym stanowisku, to ma do dyspozycji szereg instytucji, od sądu pracy począwszy, które ją przed dyskryminacją chronią. Choć ja akurat zacząłbym od spytania pracodawcy, czym różni się moja praca od kolegi na podobnym stanowisku, że otrzymuję za nią mniejsze wynagrodzenie. Wpieranie mi, że nie ma w tym kraju możliwości dochodzenia swoich praw uważam - wybacz że powtórzę - za po prostu głupie.

    Maniera z liceum? Taki mniej więcej poziom ma ta dyskusja (z moim włącznie).

    Co do wykształcenia - obrażasz się na pracodawców, że na stanowisko asystentki wymagania mają takie a nie inne? TO ma niby byś owa istota problemu??? No to teraz powoli i wyraźnie: istotą problemu nie są wymagania pracodawcy, bo te zweryfikuje rynek pracy. Istotą problemu braku równouprawnienia kobiet byłoby, gdyby owe nie miały możliwości zdobyć owego wykształcenia i wszelkich potrzebnych certyfikatów, innymi słowy - gdyby możliwości były zagwarantowane tylko mężczyznom. Wpieranie ludziom, że mamy do czynienia z brakiem równouprawnienia bo pracodawca śmie mieć takie a nie inne wymagania to jakieś nieporozumienie. To jest jakiś folklor a nie poruszenie zagadnienia feminizmu. I to nie jest “cudzy” problem - mam żonę, żyję z kobietą i widzę, jak się w jej (bardzo sfeminizowanej nomen omen) firmie stosunki pracy układają. Wszelkie sugestie o dyskryminacji te kobiety by po prostu wyśmiały. Myślisz, że któraś pozwoliłaby na takie traktowanie siebie?

    EOT

  33. 33 Julia

    Costa: “Chcesz mnie przekonać o fatalnej sytuacji kobiet w tym kraju? Ależ proszę bardzo. Ale prośba - bez traktowania mnie jak idiotę i pisaniu jak kobietom było w wiekach średnich. ”
    Jeśli ktoś z kogoś robi idiotę, to tylko ty sam z siebie.
    Nikogo nie chcę przekonać o niczym, zwłaszcza ściany - grochem rzucać nie będę.

    Cieszę się, że twoja żona tak świetnie sobie radzi, jest taka asertywna i nie pozwala sobie na złe traktowanie. Ale zapewne jest młoda, nie ma 50tki na karku i może sobie pozwolić na co chce, jak nie tu, to w innej pracy.

    Znam mnóstwo kobiet, które by się oburzyły na to, co piszesz. Super, że ty ani twoja żona nie doświadczacie dyskryminacji na żadnym polu, ale rzesza moich znajomych owszem (np wolelibyśmy kogoś młodszego, tak do 25 r.ż) i nie jest to efekt ich wyobraźni. Dlatego śmiem twierdzić, że dla ciebie jest to “cudzy” problem, którego nie zrozumiesz, dopóki nie będzie cię bezpośrednio dotyczył.
    Części z wykształceniem w ogóle nie zrozumiałeś.

  34. 34 cimlik

    “Kobieta tego nie zrozumie”
    “Dziewczyna nigdy nie będzie dobrym inżynierem”
    “Kobieta po politechnice nadaje się do księgowości albo parzenia kawy”
    Ok, to z mojej strony kilka podobnych stwierdzeń:
    “Facet nigdy tego nie zrozumie”
    “Mężczyzna nigdy nie będzie dobrym położnym”
    “Facet po technikum nadaje się tylko do sprzątania ulic”

    Wynika z tego, że również jesteśmy dyskryminowani i to przez kobiety!

  35. 35 Katka

    @cimilik Masz rację-mężczyźni również są dyskryminowani, ale nie tylko przez kobiety, ale przez innych mężczyzn (przykład dyskryminacji słownej-nazywanie tych mało “męskich” mężczyzn ciotami, pedałami, etc.) Z tym (a także z innymi przejawami dyskryminacji ze względu na płeć, czy preferencje seksualne) feminizm też stara się walczyć.

  36. 36 cimlik

    Katka: niestety nie dostrzegasz istoty mojej wypowiedzi. Ilu widziałaś mężczyzn narzekających na ich dyskryminowanie? Widziałaś na ten temat demonstracje, plakaty, książki, ulotki, debaty? Dla mnie cały problem jest rozdmuchany (oczywiście mam tu na myśli Polskę).

  37. 37 Julia

    Kwestia narzekań męskich, a właściwie ich braku nie wynika z tego, że nie czują się dyskryminowani (vide: taki banał jak stosowanie kosmetyków kolorowych), ale z tego, jak wychowuje się facetów: nie płacz, nie jesteś baba, weź się w garść, nie możesz pokazać, że ci źle, musisz dać radę etc. To, że o czymś się nie mówi, to nie znaczy, że w środku nie boli. Mężczyźni wychowywani są na jednostki, które mają dać sobie radę, a nie pokazywać słabości. Wypłakiwanie się kolegom (oczywiście na trzeźwo, bo po spożyciu to i owszem..), podczas gdy pocieszają, przytulają etc. to dość rzadki obrazek, prawda?
    A kobiety od zawsze komunikują, co je boli, komunikacja to klucz relacji między kobietami. Zgadzam się, przydałoby się czasem więcej działania niż samego gadania, ale jak widać, opór społeczny przed zmianami jest duży (u samych kobiet również) i wszystko rozgrywa się w żółwim tempie.

  38. 38 Aviendha

    “Kobieta po politechnice nadaje się do księgowości albo parzenia kawy”
    “Facet po technikum nadaje się tylko do sprzątania ulic”

    Widzisz różnicę między politechniką a technikum?

    Ta wypowiedź niesie za sobą typowe dla różnicy obu płci poglądy.. wiadomo, że facet nigdy nie zrozumie typowo babskich spraw typu jak to jest rodzić dziecko (ale nie twierdze ze byłby złym położnym) bo nie ma jak tego doświadczyć. Kobiety też nie są w stanie zrozumieć podobnych problemów facetów.
    Ale ja tu mówię o rzeczach niezwiązanych z płcią jak informatyka, matematyka, nauki ścisłe od których odsuwa się kobiety. Mężczyzna może być dobrym teoretykiem sztuki według opinii powszechnej ale kobieta już nie będzie dobrym fizykiem. Tak się po prostu uważa i nie zauważa się że to jest dla niektórych kobiet bardzo krzywdzące.

  39. 39 Katka

    @Julia Dokładnie tak :)
    To, że o czymś się nie mówi, to, że media czegoś nie nagłaśniają nie znaczy, że problem nie istnieje.
    Cimilik jesteś młody i być może jeszcze nie przekonałeś jakie wymagania stawia przed Tobą kultura i społeczeństwo. A być może wiesz, ale dobrze czujesz się w takiej roli i nie czujesz potrzeby zmiany, ale ja znam wiele przypadków chłopców i mężczyzn, którzy nie spełniają “kryteriów” bycia “prawdziwym mężczyzną”. Staje się to często jednym z powodów kryzysu wieku średniego.

  40. 40 cimlik

    “Widzisz różnicę między politechniką a technikum?”
    Oczywiście, ale powiedz mi co to ma do rzeczy? Ja po prostu podałem kilka stwierdzeń, nie odnosiłem się do typu szkoły. Równie dobrze mogłem napisać “Facet po technikum/gimnazjum/politechnice/czymkolwiek nadaje się tylko do sprzątania ulic”

  41. 41 Aviendha

    Facet po politechnice to facet po politechnice - kobieta po politechnice to wciąż zwykła, nie nadająca się do nauk ścisłych kobieta tyle że jakimś cudem udało jej się skończyć szkołę — taka jest powszechna opinia.

  42. 42 cimlik

    Aviendha: skąd masz dane, że to powszechna opinia? Czyżby był to kolejny slogan?

  43. 43 Aviendha

    …bo się z tym na co dzień spotykam

  44. 44 cimlik

    Aviendha: nie znaczy to jednak o powszechności zjawiska.

  45. 45 Fisza

    Trochę z innej strony…
    Nie mogę powiedzieć, żebym zbyt często spotykała się z dyskryminacją ze strony mężczyzn, ale wiem i widzę, że w przypadku innych dziewczyn nie zawsze było tak pięknie. Prosty przykład – 2 moich kolegów i 2 koleżanki (z tej samej grupy lekarskiego) poszli na praktyki pielęgniarskie do szpitala, w tym samym czasie i na ten sam oddział. Dziewczyny od razu zagoniono do mycia tyłków (tak, tak), karmienia, natomiast chłopcy pobierali krew, robili zastrzyki i chodzili na sale operacyjne, pooglądać piękne widoki. Obiektywnie rzecz biorąc, obie koleżanki radzą sobie na studiach znacznie lepiej niż panowie, a więc takie zachowanie ze strony personelu było niczym nieuzasadnione. Bardziej bolesne jest jednak to, że żadna z nich nie zaoponowała…
    Co do tego że kobiety się szufladkuje… na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że częściej nadają „role” właśnie kobiety. Sytuację często miałam podobną jak Aviendha – oceny i osiągnięcia te same, ale stopnie gorsze. Tyle że nierówne stopnie zawsze wystawiały kobiety, które podane o powód zawsze dziwnie się zachowały i chyba nie zdawały sobie sprawy dlaczego tak robią.
    Skoro kobietę może podświadomie ujmować ładny, miły facet, a młodsza i często ładniejsza dziewczyna ją irytuje, to nie ma się co dziwić, że faceci nie chcą zatrudniać brzydkich kobiet, chyba że są wybitnie wręcz uzdolnione, a i wtedy nie wiadomo, bo zwyczajnie mogą nie chcieć na nią patrzeć ;O
    Myślę, że wykształcona, ambitna, pracowita, ładna, bystra, empatyczna może osiągnąć znacznie więcej niż kolega, ponieważ łatwiej jej generalnie pracować w zespole no i budować poprawne stosunki w pracy xD Jednak zdaję sobie sprawę, że niektórzy mężczyźni lubią wykorzystywać naszą uległością (czy nie ta cechę się wpaja od dzieciństwa?) i może dlatego często kobiety pracują za gorsze stawki czy są pomijane przy awansach. Kobieta często jest za wielkim tchórzem by się narażać i oponować.
    Jak dla mnie artykuł jest ciekawy i mam nadzieję, że Katka jeszcze nam coś napisze ;)
    PS. Mam nadzieję, że nie psuje wam w ten sposób dyskusji -__-

  46. 46 Aviendha

    “nie znaczy to jednak o powszechności zjawiska”
    Wiesz.. zawsze da się znaleźć podobny argument, bo tak.
    Nie tylko ja się z tym spotykam. Do wspomnianego wcześniej porównania - dopóki nie połamiesz sobie obu nóg nie zauważysz jak wiele jeszcze rzeczy jest do zrobienia by wyrównać szanse osobom niepełnosprawnym.

    Fisza: ja na szczęście należę do tych zaradnych kobiet, które się w kąt zagonić nie dadzą. Faktycznie szkoda, że wiele pozwala innym na dyktowanie im miejsca. Sądzę, że i tak już się dużo zmieniło… ale nie należy przyjmować, że to już wszystko co było do zrobienia.

  1. 1 Hej! Co słychać? ;) (14) | Hadret's.Blog
    Pingback o 3/05/2008 o 23:48

Zostaw odpowiedź




Creative Commons 2005 - 2008 Hadret
Temat Middle3 by Hadret

Powered by WordPress and K2