Hadret’s.Blog

Ateista, linuksiarz i przyszły filolog (;

Shantaram — Gregory David Roberts

ShantaramPo przeczytaniu tej książki długo nie mogłem sięgnąć po żadną inną. Wydawały mi się jakoś mniej istotne, mniej porywające, mniej prawdziwe. „Shantaram” całkowicie mnie porwał, czytałem z zapartym tchem i z każdą kartką zdawałem sobie sprawę, że już nigdy nie będę czytał tego po raz pierwszy. Trzeba też dodać, że znakomite jest polskie tłumaczenie, na szczególne zaś wyróżnienie zasługują dialogi przyjaciela głównego bohatera — Prabakera. Nie sposób też nie wspomnieć o zupełnie innym spojrzeniu na slumsy i życie w nich.

Z żadnej innej książki nie dowiedziałem się tyle na temat kultury jakiegoś kraju. Indie całkowicie mnie zafascynowały, a zbójecki Bombaj, w którym toczyła się główna akcja utworu, całkowicie mnie opętał. Bardzo chciałbym móc się tam kiedyś wybrać i zobaczyć na żywo to wszystko, o czym czytałem. Mimo, że wiele z tych rzeczy było, no, niepokojących, żeby nie napisać niebezpiecznych, ale to nie zmienia postaci rzeczy.
Wspaniała jest również kreacja postaci. Ich opisy są tak plastyczne, że można ich niemal zobaczyć oczami wyobraźni. I charaktery. Nieprawdopodobne charaktery, które dodają smaczku tej niesamowitej powieści.
Jest też wymiar duchowy. Nie wierzyłem, że to napiszę, ale była to pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy, kiedy odstawiłem ponad sześćset osiemdziesiąt stron przeczytanej powieści. Nie chodzi o same nauki, jakie się tam pojawiały, chodzi o dającą do myślenia kulturę Indii, kulturę ludzi, którzy ją tworzą.

Osobiście mam nadzieję, że „Shantaram” było pierwszą częścią cyklu. Co prawda od jej wydania minęło już siedem lat, ale mimo wszystko — napisanie czegoś takiego na pewno wymaga czasu. Warto również wspomnieć o tym, iż „Shantaram” ma zostać zekranizowane i wejść na ekrany kin w 2011 roku. Główną rolę ma zagrać Johnny Depp.

Tym, którzy czują niedosyt w mojej zwięzłej recenzji polecam: Shantaram — Gregory David Roberts na Smakach Indii.

Polecam wszystkim i bez wyjątku! (:

MWS: 3/3

G. D. Roberts, Shantaram, przeł. M. Mazan, wyd. Świat Książki, Warszawa 2008.
ISBN 978-83-247-0015-8

 Przydał Ci się ten wpis? Postaw mi kawę! (:

4 Odpowiedzi

  1. Nie wiem, ile jest prawdy (co do wydarzeń) w tej powieści, ale główny bohater jest tak irytujący, że to się aż w głowie nie mieści ;) Już nie mówiąc o jego ukochanej, która raz zachowuje się jakby chciała, ale nie mogła, a innym razem jakby mogła, ale nie chciała.
    Wielu zdarzeniom nie poświęcił należytej im uwagi podczas gdy nad innymi rozwodził się bezsensownie przez 50 stron. Przez to cała książka wydała mi się opowieścią trochę o wszystkim i o…niczym.
    Dobre do poczytania jeśli nie ma się czegoś lepszego pod ręką ;) Ale to moja skromna opinia.

    Odpowiedz

  2. Zapowiedź niczego sobie… A tak w ogóle – czy jest w stanie wciągnąć maniaka literatury fantasy? Bo, jeżeli książka faktycznie jest tak dobra – czas udać się na zakupy…

    Odpowiedz

    Hadret

    Ciężko mi powiedzieć (: Sam dość długo uważałem siebie za maniaka literatury fantasy, ale w tej chwili ograniczyłem się w zasadzie do Terry’ego Pratchetta (choć zdaje się, że na moim blogu pojawiła się tylko jedna recka jego książki :o) (: Jeśli lubisz powieści przygodowe (łotrzykowskie) to „Shantaram” z całą pewnością przypadnie Ci do gustu.

    Odpowiedz

  3. jakoś po przeczytaniu pierwszych 70 stron nie ruszyłem dalej, może z znowu po nią sięgnę?

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź